<?xml version="1.0" encoding="UTF-8"?>
<rss version="2.0"
	xmlns:content="http://purl.org/rss/1.0/modules/content/"
	xmlns:wfw="http://wellformedweb.org/CommentAPI/"
	xmlns:dc="http://purl.org/dc/elements/1.1/"
	xmlns:atom="http://www.w3.org/2005/Atom"
	xmlns:sy="http://purl.org/rss/1.0/modules/syndication/"
	xmlns:slash="http://purl.org/rss/1.0/modules/slash/"
	>

<channel>
	<title>Etiopia</title>
	<atom:link href="http://etiopia.blog.swm.pl/feed/" rel="self" type="application/rss+xml" />
	<link>http://etiopia.blog.swm.pl</link>
	<description>Wprowadzanie innowacji rehabilitacyjnych na placówkach misyjnych w Etiopii.</description>
	<lastBuildDate>Sun, 20 Jun 2010 21:57:09 +0000</lastBuildDate>
	
	<language>en</language>
	<sy:updatePeriod>hourly</sy:updatePeriod>
	<sy:updateFrequency>1</sy:updateFrequency>
			<item>
		<title>ŻYCIE  W  KENII</title>
		<link>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/20/zycie-w-kenii/</link>
		<comments>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/20/zycie-w-kenii/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Jun 2010 15:30:36 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ania</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://etiopia.blog.swm.pl/?p=703</guid>
		<description><![CDATA[20.05.10. ( czwartek &#8211; 20 dzien w Kenii, 247 dzien w Afryce )
Nizbyt szybko, bo o godzinie 11:00 wyjechalismy do Ol&#8217;Kalau, gdzie znajduje sie Szkola integracyjna. Jest tutaj grupa osob z niepelnosprawnoscia, ktora mieszka przy szkole i uczy sie razem z dziecmi nie majacymi zadnych problemow. Po terapii i konsultacjach pojechalismy do dwoch innych punktow, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>20.05.10. ( czwartek &#8211; 20 dzien w Kenii, 247 dzien w Afryce )</p>
<p>Nizbyt szybko, bo o godzinie 11:00 wyjechalismy do Ol&#8217;Kalau, gdzie znajduje sie Szkola integracyjna. Jest tutaj grupa osob z niepelnosprawnoscia, ktora mieszka przy szkole i uczy sie razem z dziecmi nie majacymi zadnych problemow. Po terapii i konsultacjach pojechalismy do dwoch innych punktow, ale z roznych przyczyn nie mielismy tam pracy. Po skromnym obiedzie w przydroznej knajpce wrocilismy do naszego Centrum.<span id="more-703"></span></p>
<p>Tak jak w Etiopii na &#8220;bialego&#8221; wolaja &#8220;ferendzi&#8221;, tak w Kenii jestem po prostu &#8220;mzungu&#8221;, a w Effacie: &#8220;ciao&#8221;. Skad &#8220;ciao&#8221;? a wzielo sie to z tego, ze najliczniejsza grupa &#8220;bialych&#8221; w Kenii sa Wlosi, ktorzy czesto uzywaja tego slowa pozdrawiajac sie, witajac, czy zegnajac i to wlasnie slowo kojarzy sie z &#8220;bialymi&#8221;&#8230; wiec jestem sobie &#8220;ciao&#8221; <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
Wracajac do okreslenia &#8220;bialego&#8221; jako &#8220;mzungu&#8221;, wyjasniajac je, chcialabym sie posluzyc tekstem z ksiazki ks. Hieronima Siwka pt. &#8220;Krwawiace drzewo&#8221;, gdzie autor pisze o  etymologii tego slowa : MZUNGU &#8221; Wyraz ten pochodzi od bezokolicznika KUZUNGUKA-ZUNGUKA, co znaczy krazyc. Kiedy biali penetrowali tereny Afryki Wschodniej, po prstu krazyli od wioski do wioski w celu zdobycia niewolnikow i kosci sloniowej. Miejscowa ludnosc, uciekajac w bezpieczne miejsca, przekazywala wiadomosc, ze krazownicy &#8211; WAZUNGU pojawili sie w terenie. Dlatego MZUNGU mozna przetlumaczyc jako krazownik.(&#8230;) Dzisiejsza mlodziez nawet nie wie, skad ono pochodzi. Po prostu znaczy Europejczyk i tak juz pozostalo.&#8221;</p>
<p>23.05.10. ( niedziela &#8211; 23 dzien w Kenii, 250 dzien w Afryce )</p>
<p>Dzisiaj od rana z niecierpliwoscia czekalismy na naszych gosci z Polski.<br />
Wczesnym popoludniem zawitali do nas rodzice Dominika oraz mama i siostra Agnieszki. Zrobilo sie bardzo rodzinnie <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Wszyscy cieszyli sie swoja obecnoscia, dzielili sie przezyciami, a mala Sara byla rozschwytywana przez dziadkow.<br />
Dzisiaj byl moj ostatni dzien w tym domu. Spakowana i gotowa do zmiany miejsca, czekalam wieczorem na ojca Gabriela, ktory pomogl mi sie przeniesc do Effathy.<br />
Nie jest to daleko, bo zaledwie 15min spacerku, ale o tej porze i z bagazami, samochodem jest o wiele bezpieczniej. Gdy dotarlismy na miejsce, trwala jeszcze wieczorna modlitwa przed Najswietszym Sakramentem.<br />
Kazdego dnia w Effacie modlitwa w kaplicy, rozpoczyna i konczy dzien. Jest to niesamowite przezycie, doswiadczenie i ubogacenie, kiedy osoby z niepelnosprawnoscia i inni, wspolnie modla sie w roznych intencjach.<br />
Po modlitwie, asystenci przywitali mnie w tradycyjny tu sposob, czyli przy zgaszonych swiatlach, z zapalona swieczka, ciastem w rekach, zaspiewali : &#8220;you are special&#8221; (jestes szczegolna). Oczywiscie pierwszy ruch krojenia ciasta, nalezal do mnie. W milej wieczornej atmosferze przy ciescie i herbacie, troche poplotkowalismy i poszlismy spac <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>27.05.10. ( czwartek &#8211; 27 dzien w Kenii, 254 dzien w Afryce )</p>
<p>Kazdego dnia, oprocz calodziennej pracy, wieczory spedzam w bardzo milej atmosferze podczas uroczystych kolacji.<br />
We wtorek mielismy wyjatkowa kolacje w Effacie, w towarzystwie ok 50 osob. Nie zabraklo rowniez biskupa <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Tego wieczoru w sposob szczegolny witalismy gosci z Polski.<br />
Wczoraj zostalam zaproszona na polska kolacje do Agnieszki i Dominika, gdzie na stole czekaly na mnie polskie specjaly: rosol, kluski, kabanosy i sery. Nawet sobie nie wyobrazacie jaki to byl niesamowity zapach i smak&#8230; tyle czasu abstynencji;)<br />
Natomiast dzisiejszy dzien zakonczylismy kolacja na &#8220;Wzgorzu Tabor&#8221;, gdzie stoly uginaly sie od roznego jedzenia. Gotowane warzywa, duszony kurczak i lokalne przysmaki: czapati ( jak nalesnik, tylko mniej slodki i twardszy ) oraz ugali ( bezsmakowa twarda biala papka, za ktora osobiscie nie przepadam).<br />
Oczywiscie podczas tych kolacji oprocz wypelniania brzuchow, wspolnie tanczylismy, spiewalismy i modlilismy sie; naprawde szczegolny i niepowtarzalny czas <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>29.05.10. ( sobota &#8211; 29 dzien w Kenii, 256 dzien w Afryce )</p>
<p>Co jakis czas w osrodku formacyjnym na &#8220;Wzgorzu Tabor&#8221; sa organizowane rekolekcje dla pracownikow St. Martin. Rowniez dzisiaj w to specjalne miejsce przybylo sporo ludzi, by razem spedzic dzien troche inaczej niz zazwyczaj. Rozpoczelismy modlitwa i zyciowymi swiadectwami osob, ktore chcialy sie z nami podzielic czastka swojego zycia, kiedy to czas byl dla nich bardzo ciezki, ale dzieki pomocy Bozej za sprawa innych ludzi, odnalezli sens zycia.<br />
Dosyc ciezkim akcentem byl film dokumentalny dotyczacy tragedii, ktora dotnela Kenie po wyborach  z koncem grudnia 2007 roku. Film przedstawial skutki protestu ludzi, ktorzy sprzeciwiali sie wynikowi wyborow, ktore  prawdopodobnie sfalszowano. Poczatkowa walka z wladza, przerodzila sie w walki miedzyplemienne, gdzie ludzie oskarzajac sie wzajemnie o zaistniala sytuacje, zabijali sie miedzy soba. Zdjecia byly przerazajace. Trudno uwierzyc, ze takie cos mialo miejsce. Dla mnie ten film byl ciezkim doswiadczeniem i nie wyobrazam sobie, co czuli pozostali, ktorzy sa czescia tej historii, ktorzy przez ten czas zostali ciezko doswiadczeni. Zrobila sie cisza&#8230; dobrze, ze po tym filmie od razu byla msza sw., ktora przywrocila usmiech na twarzach uczestnikow tych rekolekcji.<br />
Mielismy rowniez czas na kontemplacje Slowa Bozego, a po poludniu, rozsmieszali nas do lez wloscy klowni, ktorzy swoj program realizowali rowniez w innych domach organizacji St. Marin, jak rowniez w wiezieniu.<br />
Po popoludniowej herbatce sznurem samochodow wrocilismy do Centrum.</p>
<p>30.05.10. ( niedziela &#8211; 30 dzien w Kenii, 257 dzien w Afryce )</p>
<p>Rano po mszy sw. w katedrze, zjedlismy szybko sniadanie i dwoma samochodami popedzilismy do Naivashy, miasteczka oddalonego od Nyahururu o ponad 2 godziny drogi samochodem. W jednym smochodzie podrozowali Agnieszka z Dominikiem i Sara oraz rodzice Dominika, a w drugim Mourice, siostra Agnieszki &#8211; Bogusia, mama Agnieszki i ja <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  W takim skladzie szczesliwie dotarlismy do celu.<br />
Najpierw podziwialismy dostojne zyrafy, ktore odpoczywaly pod drzewem i od czasu do czasu cos sobie skubaly, jak rowniez nie dalo sie nie zauwazyc skocznych antylop, ktore czasem przebiegaly kilka metrow przed samochodem. Pozniej skierowalismy sie troche wyzyje, zeby z gory podziwiac jezioro znajdujace sie w kraterze nieczynnego juz od setek lat wulkanu. Ze wzgledu na niewielki rozmiar tego jeziora, postanowilismy zjechac na dol i spacerkiem go obejsc. Grunt pod nogami byl bardzo miekki, chodzilo sie jak po mchu; dalo sie rowniez zauwazyc specyficzne wulkaniczne kamienie. Pogoda nam bardzo dopisywala, wiec moglismy sie dlugo cieszyc pieknem przyrody. Po spacerze i obiedzie w klimatycznej restauracji, pelni wrazen wrocilismy do domu.</p>
<p>31.05.10. ( poniedzialek &#8211; 31 dzien w Kenii, 258 dzien w Afryce )</p>
<p>Jako domownik Effathy, zabralam sie dzisiaj za sprzatanie calej naszej rezydencji <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Wlasnie poniedzialek jest dniem przeznaczonym na doglebne porzadki. Wszyscy z miotlami w reku, wiadrem przy boku szorowali co sie dalo.<br />
Oczywiscie gdy wybija godzina 10.00, tempo pracy sie zwalnia i wszyscy zasiadaja przy stole, zeby wypic wspolnie herbate. Taka sama przerwa jest o godzinie 16.00.<br />
Poniedzialek konczy weekendowy odpoczynek, co oznacza, ze od wtorku ruszamy do pracy. Jednak jutro jest wyjatek, poniewaz Kenia swietuje swoj Dzien Niepodleglosci, wiec weekend przedluza nam sie o jeden dzien <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>1.06.10. ( wtorek &#8211; 32 dzien w Kenii, 259 dzien w Afryce )</p>
<p>Dzisiaj nasza polska ekipa razem z Mouricem wyruszyla jeszcze raz do Naivashy, ale dzisiaj w celu przemierzenia pieszo niewielkiego safarii znajdujacego sie na polwyspie ( kiedys bedacego wyspa ) przy jeziorze Naivasha. Pierwsza czesc pokonalismy motorowka podgladajac hipopotamy. Chociaz mozna stwierdzic, ze to raczej one nas obserwowaly, wyciagajac leniwie z wody tylko te swoje wielkie oczyska. Gdy dobrnelismy do brzegu, cieplo powital nas przewodnik i zaprosil do wspolnej wycieczki w celu obserwacji znajdujacych sie tam zwierzat. Na poczatku wspomnial, ze na tym polwyspie byly rowniez krecone sceny do filmu pt. &#8220;Pozegnanie z Afryka&#8221;.<br />
Teren przecudny, otoczony prawie z kazdej strony woda, gdzie moglismy podziwiac rozne gatunki zwierzat: zebry, bawoly, antylopy i przecudne zyrafy, od ktorych doslownie dzielilo nas pare metrow. One naprawde sa bardzo wysokie, a jakie maja cudne oczy! Smiesznie sie robi, jak zaczynaja biec. Robia to bardzo ostroznie, jakby sie troche baly o te swoja dlugachna szyje <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /><br />
Wspanialy czas na lonie afrykanskiej przyrody <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>6.06.10. ( niedziela &#8211; 37 dzien w Kenii, 264 dzien w Afryce )</p>
<p>Dzisiaj zostalismy zaproszeni przez jednego z pracownikow St. Martin &#8211; pana Kariuki do jego rodzinnej parafii w Kinambie. Odleglosc nie byla wielka, bo droga zajela nam niecala godzine, ale nasz samochod byl tak wypchany, ze trudno bylo nawet palcem poruszyc. Poza masakryczna podroza w obie strony dzien byl calkiem sympatyczny.<br />
Po wspolnej ponad 2-godzinnej modlitwie ( z powodu braku ksiedza mszy nie bylo ) w jezyku Kikuju, pan Karioki zaprosil nas do siebie na obiad, po ktorym wspolnie luskalismy 3 wory kukurydzy, a po deserze poznym popoludniem wrocilismy do domu.</p>
<p>7.06.10. ( poniedzialek &#8211; 38 dzien w Kenii, 265 dzien w Afryce )</p>
<p>Wyprawa na safarii wokol jeziora Nakuru.<br />
Wyjazd wczesnym rankiem w stalym polskim towarzystwie oczywiscie razem z Mouricem. Ostatnim razem, wspolnie z Agnieszka i Dominikiem wypilismy tylko kawke prz glownym wejsciu do tego zaczarowanego olbrzymiego parku, a dzisiaj przekroczymy jego brame.<br />
Jak sie okazalo te niewinne malpki, ktore towarzyszyly nam ostatnim razem, dzisiaj od rana zatruwaly nam zycie. Podczas, gdy Dominik z Mouricem kupowali bilety, przylazla do nas taka jedna i bez zadnego leku wskoczyla na samochod i probowala przez szybe dostac sie do srodka, na pewno w celu przywlaszczenia sobie czegos. Gdy Bogusia zaczela ja odganiac ona agresywnie reagowala i prychala na nas. Po niedlugiej walce wreszcie ustapila, ale uciekajac ugryzla Bogusie w noge. Na szczescie nie bylo to nic powaznego. Wstretny malpiszon.<br />
Straznik stojacy przy bramie zwrocil uwage, ze jesli z jakiegos powodu naprawde chcemy odgonic malpe, musimy rzucic w jej kierunku kamieniem, bo machanie rekami i krzyczynie, zachecaja ja tylko do kontrataku i moze nam nawet wskoczyc na glowe&#8230;hmm&#8230;ok <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Przypomnial nam rowniez, ze w tym parku to zwierzeta sa na swoim terytorium i mamy pamietac, ze wyjscie z samochodu podczas zwiedzania to tylko na wlasna odpowiedzialnosc..</p>
<p>Pierwszym naszym przystankiem byl brzeg jeziora, nad ktorym moglismy obserwowac najwieksza na calym swiecie populacje flamingow. Widok naprawde robil wrazenie, zrobilo sie tak rozowo <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Stojac jedne obok drugich, wygladaly jak poruszajacy sie dywan, albo jak korzuch na wodzie <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Cos niesamowitego!!!<br />
Nastepnym punktem postojowym bylo miejsce piknikowe, gdzie postanowilismy zjesc sniadanie. W drodze spotkalismy rodzine pawianow, ktora obserwowala nas bacznie. Nawet nie przypuszczalismy, ze bedziemy miec spotkanie bliskiwgo stopnia z przedstawicielem tego gatunku! Gdy rozkoszowalismy sie pysznymi kanapkami nieoczekiwanie zza krzakow przyblkal sie wielki pawian i jak nigdy nic wlazl na stol, zezarl kanapke razem z folia, wylal kawe i porywajac paczke cukierkow i pudelko z chrupkami Sary uciekl do buszu. W pogon za malpiszonem udali sie dziadkowie znikajac w zielonych gaszczach, co wygladalo troche komicznie. Akcja, gdy pawian pozeral nam sniadanie ( a dokladnie kanapke Bogusi ), dziala sie bardzo szybko i nikt nie zareagowal, bo tez nie wiedzielismy dokladnie, co mielibysmy zrobic; w koncu to nie byla mala malpka, ale metrowy malpiszon.<br />
Postanowilismy sie spakowac w razie gdyby malpa postanowila wrocic&#8230; nie trwalo to zbyt dlugo, gdy malpiszon w podskokach przemieszczal sie w naszym kierunku. Wszystko bylo zapakowane w jednej duzej reklamowce i lezalo na stole. Bogusia widzac, co sie swieci, zlapala reklamowke, ale rowniez szybkie bylo pawianisko&#8230; Bogusia kontra metrowa malpa &#8211; co to byla za walka!! kto silniejszy!!Bogusia ze wszystkich sil bronila naszego calodziennego prowiantu i &#8230; WYGRALA!!! <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  I chociaz reklamowka ulegla destrukcji, to jej zawartosc zostala z nami. Pawian  z pustym pudelkiem po chrupkach wlazl na drzewo i probowal cos tam z nim jeszcze robic&#8230;</p>
<p>Malpy towarzyszyly nam przez caly dzien. Na szczescie obserwowalismy je juz tylo przez szyby samochodu <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /><br />
Wizytytacja w krolestwie afrykanskich zwierzat, byla naprawde ekscytujaca. Jezdzilismy od punktu do punktu szukajac roznych zwierzat. Mielismy przyjemnosc spotkania rodziny bawolow zazywajacej kapieli w jeziorze, ktorej przygladali sie sasiedzi z rodziny zebrowatych. Nieopodal sportowa grupa antylop sprawdzala swoje biegowe mozliwosci, czego zrozumiec nie mogly zyrafy, ktore w cieniu rozlozystych drzew przezuwaly spokojnie swoje zielone pelnego slonca liscie. Mielismy rowniez przyjemnosc zyczyc dobrego dnia pani nosorozec, ktora wyszla na spacer ze swoja pociecha. Przez cala nasza wyprawe bylismy pod skrzydlami roznych gatunkow ptakow, ktore pieknie prezentowaly sie na sklepieniu niebieskiego nieba. Oczywiscie mielismy widzenie z krolowa tego przecudownego obszaru. Meza nie bylo w domu, wiec pani lew pozwolila sobie wygrzac cialo w sloncu, lezac na pniu zwalonego drzewa. Byla troche znudzona, wiec nie czekajac do naszego odjazdu, leniwie odeszla, znikajac w wysokiej trawie.<br />
Niestety panstwa sloniowatych nie zastalismy, poniewaz wyjechali na wakacje, o czym doniosla nam jaszczurka w kolorach teczy. Coz, chociaz by sie chcialo nie mozna zobaczyc wszystkiego. Na dowidzenia przedstawiciele flamingow zatanczyly dla nas, poruszajac sie harmonijnie w jedna strone, a ze niebo zrobilo sie czarne, to mialo sie wrazenie, jakby flamingi byly oswietlone.<br />
Dziekujemy za mozliwosc spedzenia dnia w waszym krolestwie <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Byla to wspaniala wycieczka, ktora przeniosla mnie w prawdziwe zakamarki afrykanskiej przyrody&#8230; do konca zycia w mojej glowie <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>12.06.10. ( sobota &#8211; 43 dzien w Kenii, 270 dzien w Afryce )</p>
<p>W srode po porannej mszy sw., ktora jak co tydzien  odbywa sie w Effacie, pozegnalam sie z rodzina Agnieszki i Dominika, bo co prawda wyjezdzaja dopiero w piatek, ale ja w srode po poludniu rozpoczelam trzydniowe szkolenie naszego oddzialu zajmujacego sie Programem Pomocy Osobom z Niepelnosprawnoscia.<br />
Chcialabym bardzo serdecznie podziekowac pani Marii, pani Annie, Bogusi i panu Markowi, oczywiscie Agnieszce i Dominikowi za ten wspanialy polski czas, za odpoczynek i wspolny zachwyt przy odkrywaniu afrykanskiej flory i fauny <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  DZIEKUJE!!! Bog z Wami <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Od srody wieczora do sobotniego poludnia razem z kolezankami i kolegami z pracy, uczestniczylam w szkoleniu pracownikow w Centrum &#8221; Flora Faun&#8221;, miejscu oddalonym od centrum o ok 30min samochodem. Osrodek ten &#8211; nazwalabym go szkoleniowo-wypoczynkowym, zlokalizowany jest na odludziu, gdzie panuje totalny spokoj i tylko wielkie swierszcze wygrywaja swoje koncerty.<br />
Czas ten minal nawet szybko, z czego sie ciesze, bo to siedzenie od rana do wieczora z przerwami na posilki moze naprawde wykonczyc. Chociaz pare razy bylismy na dluzszych spacerach po okolicy. Oczywiscie trzeba bylo byc ostroznym, bo to okolica gdzie grasuja slonie <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Jak ten czas szybko mija&#8230; za dwa tygodnie o tej porze bede sie zegnala z Kenia, ale powiem raczej do zobaczenia wkrotce <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/20/zycie-w-kenii/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Z  ETIOPII  DO  KENII &#8211; KARIBU  SANA!!!</title>
		<link>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/20/z-etiopii-do-kenii-karibu-sana/</link>
		<comments>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/20/z-etiopii-do-kenii-karibu-sana/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Jun 2010 15:25:04 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ania</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://etiopia.blog.swm.pl/?p=698</guid>
		<description><![CDATA[30.04.10. ( piatek &#8211; 220 dzien w Etiopii, 226 dzien w Afryce )
Rano wstalam o godzinie 5.00 i lokalnym transportem popedzilam na msze do Siostr. Gdy rano slonce wstaje, stolica wydaje sie byc przyjemniejsza. Jeszcze bez zatloczonych ulic i krzyczacych ludzi, ale z mnostwem sympatykow porannego biegania. Lubie wczesne ranki w Etiopii, slonce wtedy ma [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>30.04.10. ( piatek &#8211; 220 dzien w Etiopii, 226 dzien w Afryce )</p>
<p>Rano wstalam o godzinie 5.00 i lokalnym transportem popedzilam na msze do Siostr. Gdy rano slonce wstaje, stolica wydaje sie byc przyjemniejsza. Jeszcze bez zatloczonych ulic i krzyczacych ludzi, ale z mnostwem sympatykow porannego biegania. Lubie wczesne ranki w Etiopii, slonce wtedy ma bardzo specyficzny kolor i wszystko jest takie swieze <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> <span id="more-698"></span><br />
Po mszy, pozegnalam sie z Siostrami i wyruszylam z jedna zaprzyjazniona wolontariuszka z Hiszpani na sniadanie do pobliskiej kawiarni. Po sniadaniu Hiszpanka wrocila do domu Siostr, a ja poszlam do kafejki internetowej, zeby wydrukowac rezerwacje na lot do Kenii. Bardzo sie zdziwilam, kiedy przeczytalam, ze strony nie mozna wydrukowac, bo prawdopodobnie rezerwacja zostala anulowana&#8230; maly szok i od razu telefon do Polski. Jak sie okazalo zostal zmieniony moj nr rezerwacji i stad te male zamieszanie, ale poza tym zadnych zmian. Niestety znow w tej kafejce drukarka nie dzialala, a czas gonil, bo jeszcze mialam ostatnie zajecia w szpitalu. Postanowilam wiec wydrukowac rezerwacje po pracy. W szpitalu bardzo serdecznie mnie pozegnali, dostalam nawet pare pamiatkowych drobiazgow, a podczas rozmowy z dyrektorem obiecalam, ze jeszcze tu wroce i poprowadze pare warsztatow. Ze szpitala biegiem przez Merkato (zatloczone i glosne jak kazdego dnia ) na busa i po drodze jeszcze wydrukowac rezerwacje&#8230; tak patrzylam na zegarek i stwierdzilam, ze znowu wszystko musze zrobic w biegu zeby zdarzyc na odpowiednia godzine odprawy na lotnisku. Wpadlam do domu w pol godziny sie spakowalam, w 3 minuty zjadlam obiad, w minute wypilam ostatnia etiopska bune i biegiem na busa. Z wywieszonym jezorem wpadlam na lotnisko i na tablicy przeczytalam, ze lot do Kenii opozniony o 8 godzin&#8230;hmm&#8230; stalismy tam chyba godzine, zeby dowiedziec sie o co w ogole chodzi&#8230; oficjalnie podali, ze pilot sie rozchorowal i trzeba czekac na nastepnego&#8230; ok.<br />
Ci co postanowili zostac na lotnisku wlacznie ze mna zostali spisani i zawiezieni do jednego z lepszych hoteli &#8211; 5gwiazdkowego &#8220;Intercontinental Hotel &#8220;. Po 9 miesiacach bardzo skromnego zycia, mieszkania, jedzenia, czulam sie jak wypuszczona z buszu, do swiata, w ktorym nie moge sobie poradzic. Po bogatym obiedzie, kazdy z nas dostal swoj pokoj i karte, ktora jak sie pozniej okazalo sluzyla do wielu rzeczy <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Najpierw wyzwaniem dla mnie bylo otwarcie pokoju za pomoca tej karty, a pozniej jak sie okazalo sluzyla rowniez do wlaczenia swiatla w calym pokoju&#8230; Totalny luksus &#8211; duze lozko, mieciutki dywan, przepiekna lazienka, telewizor i mnostwo programow do wyboru&#8230;dziwnie sie czulam, naprawde <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>A w Kenii czeka na mnie polska rodzina &#8211; Agnieszka, Dominik i ich roczna coreczka Sara. To dzieki nim bede mogla przez jakis czas zatrzymac sie w Kenii. Od stycznia zaczeli realizacje 3-letniego projektu w kenijskiej wspolnocie &#8220;Arka&#8221;, ktora tutaj zwie sie &#8220;Effatha&#8221;. Jest to wspolnota, gdzie w jednym domu mieszkaja osoby z niepelnosprawnoscia i ich asystenci. Dziela wspolnie zycie poprzez wzajemne wsparcie, modlitwe i prace. Z tego co mi wiadomo na poczatku bede mieszkala razem z Dominikiem i Agnieszka w innym domu, a pozniej, gdy z wizyta przybedzie ich rodzina, przeniose sie wlasnie do &#8220;Effaty&#8221;.</p>
<p>1.05.10 ( sobota &#8211; 1 dzien w Kenii, 227 dzien w Afryce )</p>
<p>Oczywiscie godzine jeszcze raz nam zmienili i z hotelu wyjechalismy wczoraj po 23.00, poniewaz lot zaplanowano na godzine 2.00&#8230;<br />
Nawet nie wiem kiedy wzbilismy sie w powietrze &#8211; zasnelam od razu jak usiadlam w fotelu i przespalam cala droge do Kenii, ktora zajela niecale 2 godziny. Balam sie tylko, ze Dominik moze nie bedzie na mnie czekal, ale wszystko bylo tak jak mialo byc. Szybko z Dominikiem odnalezlismy sie na lotnisku w stolicy Kenii &#8211; Nairobii <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  bylam tak zmeczona, ze te 3 godziny z Nairobii do Nyahururu, przespalam w samochodzie. Rano ok 8.00 bylismy juz na miejscu.<br />
Bardzo pozytywnie sie zdziwilam takimi nie afrykanskimi warunkami zamieszkania, takie 2 miesiace w europejskim standardzie <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Bardzo cieplo przywitala mnie Agnieszka i mala, roczna Sara, ktora szybciutko przyraczkowala za mama i usmiechnela sie od ucha do ucha:) Po wspolnym sniadaniu, wyruszylam z Agnieszka i Dominikiem do miasta na zakupy. Pokazali mi rowniez Centrum St. Martin, gdzie przez najblizszy czas bede pracowala w Programie Wsparcia Osob z Niepelnosprawnoscia.<br />
Nyahururu jest polozone na Rowniku, na prawie 2500 m.n.p.m, a wiec pogoda nie typowo afrykanska. Moglabym nawet stwierdzic, ze jest zimniej niz w Addis, ktore lezy na podobnej wysokosci. Deszcz dzisiaj rowniez nas nie oszczedzil.<br />
Po obiedzie, myslalam, ze jeszcze jakos dociagne do wieczora, ale nie wytrzymalam i polozylam sie spac <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  okolo 18.00 przywitalam mnie spora polska grupa <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  oprocz Dominika, Agnieszki i Sary w goscinnym pokoju serdecznie przywitali mnie Gonia i Robert Zdunczyk, ktorzy od wielu lat realizuja rozne projekty w Afryce. W 2006 roku oboje zalozyli Fundacje Ekonomiczna Polska &#8211; Afryka Wschodnia. Okazalao sie, ze ich aktualny projekt bedzie rowniez realizowany w jednej ze szkol w Nyahururu&#8230; <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  a jak w ogole doszlo do spotkania??? ano, Dominik szukal jakichs polskich kontaktow w Kenii i tak natrafil na Gonie i Roberta <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Cos wiecej o ich Fundacji na stronie: www.peaef.com<br />
Polski wieczor byl bardzo mily i ciekawy. Pelen afrykanskich opowiesci i wspolnego dzielenia sie doswiadczeniami, ktore przez rozny okres czasu, zdobylismy mieszkajac i pracujac na Czarnym Ladzie.</p>
<p>2.05.10. ( niedziela &#8211; 2 dzien w Kenii, 228 dzien w Afryce )</p>
<p>Rano o godzinie 7:00 razem z Agnieszka i Sara wyruszylysmy na Msze Sw. Droga nie byla daleka, poniewaz Katedra znajduje sie doslownie za plotem <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Trzeba tylko przejsc przez szkolne podworko, pokonac gliniasta droge, ktora po deszczu zamienia sie w ruchome piaski i po 5 minutach jestesmy w pieknej Katedrze w Nyahururu <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  W niedziele odbywaja sie tu 3 Msze. Pierwsza o godz. 7:00 w jezyku angielskim trwa okolo godziny, moze troche dluzej &#8211; zalezy od prowadzacego ksiedza; nastepna Msza, planowo rozpoczynajaca sie o godzinie 8:00 jest w jezyku Swahili, trwa ok 2:00 godzin i ostatnia, rozpoczynajaca sie o godz. 10:00 jest w jezyku Kikuju i jest najdluzsza, poniewaz trwa od 3 godzin w gore.<br />
Po Mszy szybciutko wrocilysmy do domu i wszyscy cieszylismy sie wspolnym, dlugim sniadaniem w doborowym, polskim towarzystwie <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
Po sniadaniu wsiedlismy w dwa samochody i wpierw wyruszylismy odwiedzic &#8220;Effathe&#8221;, a nastepnie podjechalismy pod szkole, gdzie Gonia w lipcu bedzie prowadzila warsztaty dziennikarsko &#8211; fotograficzne ( o ile dobrze pamietam <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ). Po czym pozegnalismy sie serdecznie i jeden samochod wyruszyl w strone Nairobii, a drugi &#8211; nasz z powrotem do domu <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
Dzien zakonczylismy ogladaniem filmow&#8230;</p>
<p>3.05 10. ( poniedzialek &#8211; 3 dzien w Kenii, 229 dzien w Afryce )</p>
<p>Dzien zaczal sie bardzo spokojnie&#8230; nikt przed 8:00 nie zrywal sie na rowne nogi, gdyz praca w St. Martin toczy sie miedzy wtorkiem, a sobota, natomiast odpoczynek weekendowy to niedziela i poniedzialek &#8211; bardzo podoba mi sie taki system <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
Po leniwym przedpoludniu i wspolnym obiedzie razem z innymi wolontariuszami &#8211; Alessia i Ricardem z Wloch, pojechalismy na &#8220;Wzgorze Tabor&#8221;- osrodek formacyjny prowadzony przez wloskich ksiezy. Bardzo piekne miejsce i spory obszar. Po krotkim spacerku i dobrej kawie ( etiopska ciagle na pierwszym miejscu <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ), wrocilismy do domu.<br />
Jutro zaczyna sie tydzien pracy <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>4.05.10. ( wtorek &#8211; 4 dzien w Kenii, 230 dzien w Afryce )</p>
<p>W kazdy wtorkowy poranek o godzinie 8:00 w kaplicy w Centrum St Martin, odbywa sie spotkanie, a raczej dzielenie sie Slowem Bozym, doswiadczeniem. Raz na 3 tygodnie wszyscy dostaja kartke z modlitwa i trzeba fragmentami z Pisma Sw. na kazdy tydzien. I wlasnie we wtorek, ktory rozpoczyna caly tydzien pracy jest chwila, by podzielic sie refleksja nad rozwazanym tekstem lub modlitwa i okazja do podzielenia sie wlasnym doswiadczeniem. Mysle, ze jest to przepiekny pomysl na dobre rozpoczecie tygodnia. Na chwale Pana!!! <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
Nastepnie razem z 4 prowincjantkami z Nairobii (spedza tutaj miesiac ), wysluchalysmy historii mowiacej o powstaniu organizacji St Martin, jej misji, programach. Zalozycielem tej katolickiej organizacji jest ks. Gabriel, ktory wraz z lokalna spolecznoscia postanowil zrobic cos szczegolnego dla najbiedniejszych tego miasteczka. Pomysl powstal 13 lat temu, kiedy z koleda odwiedzal mieszkancow. Podczas poczestunku w jednym z domow uslyszal odglosy dochodzace z jednego z pokojow, ktory byl zamkniety. Podczas nieobecnosci matki postanowil sprawdzic, co kryje sie za tymi tajemniczymi drzwiami. Okazalo sie, ze byl tam zamkniety niepelnosprawny mlody mezczyzna. Nie pamietam dokladnie ile mial lat. Przykurczony, lezacy na podlodze, prawie calkowicie bialy, gdyz nigdy nie doswiadczyl na swoim ciele dzialania promieni slonecznych. Ksiadz Gabriel po tej wizycie nie mogl spokojnie spac. Wiedzial, ze musi cos w tej sprawie zrobic. Razem z grupa chetnych ludzi postanowil sprawdzic ile takich osob jest ukrywanych w swoich domach. Z tego co pamietam, bylo to ok 2000 takich osob &#8211; mlodszych lub starszych, trzymanych w ukryciu . Tak zaczela powstawac katolicka organizacja pomocy i wsparcia miejcowej ludnosci. Powstawal program za programem. Programy pomocy sa odpowiedzia na najwazniejsze potrzeby najbiedniejszych miszkancow Nyahururu i okolicznych wiosek. I tak w dniu dzisiejszym Katolicka Organizacja St. Martin udziela pomocy ludziom za pomoca kilku programow, ktore dotycza pomocy i wsparcia osobom niepelnosprawnym, dzieciom ulicy, dzieciom z wirusem HIV i chorych na AIDS, wspomagaja osoby, ktore sa ofiarami przemocy, a takze udzielaja mikrokredytow, kotre wspieraja ludzi chcacych prowadzic swoje male dzialalosci gospodarcze. Oczywiscie organizacja ma swoja strone : www.saintmartin-kenya.org,  jak na razie tylko w jezyku angielskim, ale wiem rowniez, ze wkrotce bedzie polska wersja, ktora oczywiscie w odpowiednim momencie podam <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  O historii opowiadal nam Moris, ktory jest przedstawicielem org i liderem wspolnoty &#8220;Effatha&#8221;. Pokazal nam rowniez biura poszczegolnych programow i przedstawil pracownikow. Natomiast razem z Ricardo zwiedzilysmy wszystkie poszczegolne domy. Dzisiaj bylo tak ogolnie i po troszce o wszystkim, a od jutra kazdego dnia bedziemy sie bardziej szczegolowo przygladaly pracy kazdego programu.</p>
<p>5.05.10. ( sroda &#8211; 5 dzien w Kenii, 231 dzien w Afryce )</p>
<p>Po mszy sw, ktora o godzinie 7:30 odbyla sie w kaplicy w &#8220;Effacie&#8221;, wyruszylam w teren i to nie pieszo i nie samochodem, ale terenowym motorem!!! ehh&#8230;<br />
Dzisiaj poznalam blizej program pomocy osobom z niepelnosprawnoscia. Sa trzy stacjonarne centra rehabilitacyjne, a pozostala praca to cotygodniowe wyjazdy do roznych wiosek, gdzie stanowisko pracy jest bardzo prowizoryczne &#8211; zazwyczaj gdzies pod drzewem, w jakims budynku lub w kosciele. Jest to bardzo istotne, gdyz zazwyczaj z tych wiosek dotarcie do takiego centrum rehabilitacyjnego jest niemozliwe. Praca w terenie to rowniez sprawdzanie i wspieranie pracy wolontariuszy, ktorzy zdeklarowali sie pomagac ludziom na okreslonym terenie.<br />
I tak dzisiaj z Samuelem &#8211; pracownikiem socjalnym, wyruszylismy w teren pojazdem dwukolowym, zwanym tutaj boda-boda <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Ubranie oczywiscie profesjonalne <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_biggrin.gif' alt=':D' class='wp-smiley' />  Wygladalam jakbym sie wybierala na narty &#8211; nadmuchana kurtka i kombinezon z plastikami na kolana i tylek oraz kask na glowe, ktory byl troszeczke za duzy. Tam gdzie powinny byc moje oczy, przewaznie znajdowal sie nos, ale jakos sobie radzilam.<br />
Widoki przecudowne. Bardzo zielony plaskowyz z charakterystycznymi afrykanskimi, rozlozystymi drzewami. I ten zapach afrykanski, ale znacznie inny niz w Etiopii &#8211; tutaj&#8230; zapach mokrej gliny po ostatniej ulewie, zmieszany z zapachem lasu, drewna i oczywiscie w sklad tej mieszanki wchodzi ta afrykanska czastka, ktorej nie da sie opisac, bo jest tylko w Afryce <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Obrazy bardzo szybko przelatywaly, jeden za drugim oczywiscie jesli calego swiata nie przyslonila mi moja ochrona glowy <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Czekalo na nas ok. 40km objazdu po terenie. Samuel w swoim notesie dokladnie mial zapisane, co, gdzie i kogo sprawdzic. Odwiedzalismy ludzi jezdzac od drzwi do drzwi, bardzo czesto w dalekim lesie lub polu. Domy, a raczej domki bardzo skromne i nie takie okragle jak w Etiopii, ale o podstawie prostokata ( lub innego czworokata ) i spadzistym dachu. Jednak material, z ktorego byly wykonane takie same&#8230; drewno, glina, trawa i nierzadko blacha. Nasluchalam sie duzo ciekawych historii o ludziach, ktorych odwiedzalismy.<br />
O ich skromnym zyciu, codziennej pracy i roznych zmaganiach, ale rowniez o otwartosci, checi wspolpracy i niesienia pomocy.<br />
Przemiezalismy tak te kilometry raz wyzyna, raz nizina, a mnie coraz bardziej zaczynaly bolec nogi od tego kurczowego trzymania sie, bym czasem nie spadla, szczegolnie jak podjezdzalismy pod stroma, kamienista gorke <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Przed nami zostalo ostatnie wzniesienie, zjad i asfaltowa droga w strone Centrum. Nasz wspanialy motor zaczal wydawac dziwne odglosy, a nad glowa jak kazdego dnia o tej popoludniowej porze zaczely sie zbierac duze, czarne chmurzyska. Scenariusz mogl byc tylko jeden&#8230; gdy zjechalismy na droge po 100m nasze boda-boda odmowilo nam posluszenstwa, a w tym samym momencie rozpetala sie burza z ulewa i blyskawicami. Zostawilismy przy drodze nasz pojazd i przez niewielka polane bieglismy w strone opuszczonego, rozpadajacego sie domku&#8230; udalo sie &#8211; bylismy bezpieczni. Samuel powiadomil biuro o naszej sytuacji, a oni obiecali, ze do godziny przyjedzie po nas samochod. Czekalismy prawie trzy&#8230; Gdy deszcz przestal padac postanowilismy isc na przeciw naszym wybawcom, pchajac na zmiane ten ciezki, zepsuty motor&#8230; Nie minelo 15 minut i znowu zaczelo lac. Na szczescie doszlismy do pewnego baru, gdzie przeczekalismy do przyjazdu samochodu. 2 kubki tradycyjnego tu napoju, czyli mocno poslodzonej herbaty z mlekiem i regionalna muzyka, a takze zmeczenie sprawily, ze sobie zasnelam w wygodnym krzesle.<br />
Samochod wreszcie przyjechal i poznym popoludniem dojechalismy do Centrum St Martin.<br />
Faaajnie bylo <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>8.05.10. ( sobota &#8211; 8 dzien w Kenii, 234 dzien w Afryce )</p>
<p>Od 3 dni sukcesywnie poznaje rozne programy, ktore sa prowadzone przez St. Martin.<br />
Przewaznie razem z pracownikami socjalnymi wyjezdzam gdzies do wiosek, by spotkac sie z ludzmi i wysluchac ich zyciowych historii.<br />
Mialam tez juz przyjemnosc pracowac razem z tutejszymi fizjoterapeutkami w bardzo dobrze wyposazonym pokoju rehabilitacyjnym. Praca jest bardzo zroznicowana. Do poludnia pracuje sie z malymi pacjentami, ktorzy sa przewaznie przynoszeni przez matki lub wyjezdza sie do pracy do wiosek, natomiast po poludniu jest praca biurowa &#8211; sprawozdania z pracy, czy planowanie terapii. Dzisiaj po poludniu przygotowywalysmy ortezy gipsowe dla jednego z dzieci.<br />
Kazdego dnia Centrum St. Martin tetni zyciem i praca. Oczywiscie nigdy nie brakuje usmiechu na twarzach spotykanych ludzi <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>11.05.10. ( wtorek &#8211; 11 dzien w Kenii, 237 dzien w Afryce )</p>
<p>Dzisiaj konczy sie powolutku wtorek, ktory razem z poniedzialkiem i polowa niedzieli spedzilam w lozku z powodu niegroznego przeziebienia. Przypuszczam, ze powodem moze byc po prostu duza zmiana temperatury lub motocyklowe szalenstwo i deszcz, ktory nas spotkal. Jednak wiekszosc niedzieli mimo atakujacej goraczki spedzilam bardzo milo. Rankiem o godzinie 8:30 razem z mieszkancami &#8220;Effathy&#8221; i ks. Gabrielem wybralismy sie dwoma samochodami na msze do wioski Igwamiti, do ktorej dotarlismy po ok. godzinie. Droga byla bardzo trudna, bo jej 3/4 to prawie same bloto i pare kamieni, a po ulewnych deszczach, ktorych tutaj nie brakuje jest naprawde trudno i nawet niebezpiecznie. Pomimo wszystko szczesliwie dotarlismy na miejsce, gdzie czekali juz na nas mieszkancy wioski. Przez chwile czulam sie jakbysmy byli na jakims slubie <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Wygladalo to jak tradycyjna weselna &#8220;brama&#8221;. Wszyscy stali na ulicy, a gdy wychodzilismy z samochodow, zaczeli spiewac, tanczyc, klaskac i berdzo serdecznie kazdego z nas witac. Ks. Gabriel dostal nawet kolorowy lancuch na szyje <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Po chwili utworzyla sie pokazna procesja i z tancem i spiewem weszlismy do kosciola&#8230; Msza byla bardzo uroczysta, bogata w spiew i taniec &#8211; wszystko swietnie przecwiczone <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Tutaj msza nie odbywa sie w kazda niedziele, wiec gdy dociera tu ksiadz jest wielka uroczystosc. w czasie mszy, swietnie rowniez zaprezentowala sie &#8220;Arka&#8221; &#8211; Effatha, przedstawiajac wszystkich domownikow i spiewajac swoja tradycyjna piosenke <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
Po eucharystii zaproszono nas na obiad i herbate, po czym z pelnymi brzuchami, po czerwonej glinie pelnej dziur, wrocilismy do naszego miasteczka.</p>
<p>12.05.10. ( sroda &#8211; 12 dzien w Kenii, 238 dzien w Afryce )</p>
<p>Nie powiem, ze czulam sie rewelacyjnie, ale w domu jednego dnia dluzej tez juz ni chcialabym spedzic&#8230; Po porannej Mszy Sw., poszlam sie jeszcze upewnic, czy dzisiaj juz na pewno rozpoczynam normalna prace w pragramie pomocy osobom z niepelnosprawnoscia&#8230; i o godzinie 10:00 razem z Racheal, pracowalysmy juz w pocie czola z mniej lub bardziej chorymi dziecmi. Druga rehabilitantka pojechala dzisiaj do jednej z wiosek. Ze wzgledu na wiekszosc ilosc malych pacjentow i tych wiekszych rowniez, skonczylysmy prawie godzinke pozniej i zamiast o wyznaczonej godzinie 13:00, poszlysmy na obiad po 14:00&#8230; Dobrze, ze wybralysmy miejsce dokladnie na przeciwko Centrum, poniewaz w trakcie obiadu znow zaczelo doslownie lac, tak, ze musialysmy jeszcze zamowic kawe, co i tak nie pomoglo&#8230; W deszczu ze skromna parasolka od Racheal dobieglysmy do Centrum, gdzie 2 godziny do 17:00 czekala nas praca papierkowa. Doslownie, gdy wpisywalam ostatnia literke do biura wpadly Agnieszka i Alice informujac mnie, ze jesli skonczylam, to Dominik czeka w samochodzie, co znaczy, ze wrocimy do domu nie przemoczeni <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Milo!!! <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Wieczor spedzilismy w przyjaznej, europejskiej atmosferze, obiadajac sie plackami ziemniaczanymi <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>13.05.10. ( czwartek &#8211; 13 dzien w Kenii, 239 dzien w Afryce )</p>
<p>Kilka minut po godzinie 8:oo zapakowalismy sie do samochodu ( ja, kierowca, Reachel, Paul ) i ruszylismy terenowym samochodem do Olmoranu. Miejsccowosci polozonej od Nyahururu o prawie 100km, z czego wiekszosc to brak asfaltu &#8211; czytaj: blotko! W Olmoranie sa 3 wyznaczone punkty do pracy z pacjentami, do ktorych mielismy dotrzec. Najpierw jednak podjechalismy do jednej ze stacjonarnych baz mieszczacej sie w Kinambie ( 40 min od Nyahururu ), gdzie zabralismy 2 kolejnych pracownikow, skromny sprzet rehabilitacyjny (materac i duza pilka) i po wypiciu goracej herbaty wyruszylismy grzaska, blotnista droga w kierunku naszego celu.<br />
Mialam to szczescie i siedzialam z przodu, czyli nie rzucalo mna po calym samochodzie w czasie tej trudnej drogi <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Jechalismy zielona sawanna, co jakis czas pokonujac mniejsze lub wieksze wyrwy na sciezce. Raz, to po prostu skonczyla sie droga, bo podmylo most, ale ludzie z okolicy, przysypali kamieniami to tu, to tam i jakos pokonalismy te przeszkode.<br />
Naszym pierwszym miejscem pracy, byl niewielki plac z drzewem na srodku, pod ktorym rozlozylismy nasze stanowisko do terapii. Nastepnie podzielilismy sie i jedna grupa pojechala do Domu Siostr, gdzie przy kosciele byla jedna z baz, a druga grupa, do ktorej sie zaliczalam pojechala troche dalej. Mielismy dotrzec do jakiegos kosciolka w buszu, a ze tam na nas nikt nie czekal, to podjechalismy z wizyta domowa do jednego z dzieci. W trakcie drogi musielismy pokonac rowniez rzeke, ale takim terenowym samochodem, to nie ma wiekszego problemu <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
Po skonczonej pracy, zjedlismy obiad przygotowany przez Siostry i wyruszylismy w droge powrotna, a byla ona dla oczu bardzo przyjemna, gdyz swiecace intensywnie slonce i czarne burzowe chmury, sprawialy, ze wszystkie kolory fauny i flory, wydawaly sie bardzo intensywne. I tak np. zolty ptaszek, oswietlony przez slonce na czarnym niebie byl niesamowitym zlotym zjawiskiem, a zielen drzew jest po prostu nie do opisania.<br />
Dotarlismy padnieci, ale z usmiechem na twarzy <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>17.05.10. (poniedzialek &#8211; 17 dzien w Kenii, 244 dzien w Afryce )</p>
<p>Na weekend powrocilam do lozka&#8230; tak to jest, jak cos jest nie doleczone i ani sie nie odpoczywa, ani na pelnych obrotach nie pracuje. Postanowilam zatem, ze lepiej przynajmniej 3 dni nie wychylac nosa z domu, ale potem byc calkowicie zdrowym <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  W piatek po porannym spotkaniu, pobieglam jeszcze na zakupy i do apteki, po czym zaczelam moja 3-dniowa kuracje <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
W piatek wieczorem mielismy w naszym domu male przyjecie z okazji urodzin Alice, ktore obchodzila wprawdzie 3 tygodnie temu, ale z powodow zdowotnych, swietowalismy dopiero dzisiaj <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Glownymi goscmi byli mieszkancy Effathy, zatem bylo bardzo milo. Skromne przyjecie zakonczylo sie oblewaniem Alice woda, co tutaj jest tradycja. Kazdy solenizant w dniu swoich urodzin musi to przejsc &#8211; podobno jest to na pamiatke chrztu&#8230;takie urodzinowe smingus dyngus <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Nie zazdroscilam Alice, gdyz bylo naprawde zimno&#8230; brr&#8230;<br />
W niedziele rano pobieglam tylko za plot do katedry na msze i pozniej dalsze leczenie w domu&#8230; Zostalysmy same z Alice, ktora chciala ten dzien wykorzystac na czytanie ksiazki, ale rowniez nie czula sie najlepiej. Natomiast prawie wszyscy z St Martin dziesiecioma samochodami wyjechali na msze sw do wiosek&#8230;<br />
Wieczor byl bardziej interesujacy, gdyz przyszli znajomi pracujacy w St Martin ze swoja rodzina na wspolna kolacje <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /><br />
Poniedzialek&#8230; juz w pelni sil i prawie nie pociagajaca nosem!!! Razem z Agnieszka, sara i Dominikiem ok poludnia wyjechalismy na mala wycieczke polaczona z zakupami do Nyakuru&#8230; Miejscowosc polozona o troche ponad 50 km od Nyahururu na poludnie. Trasa byla bardzo piekna, nawet pomimo niskich, ciezkich chmur udalo sie calkiem niezle ogarnac wzrokiem Najwiekszy Row Afrykanski&#8230; Ta przestrzen, te drzewa, rozne odcienie zieleni &#8211; przepieknie!!!<br />
Po szybkich zakupach postanowilismy podjechac do glownej bramy Narodowego Parku w Nyakuru. Po krotkim bladzeniu dotarlismy i postanowilismy wzmocnic sie odrobina kawy przed powrotem do domu &#8211; jak sie okazalo dobrej, w duzej ilosci, ale rowniez bardzo drogiej kawy. Towarzyszyly nam malpki, moze nie tak natarczywe jak te nad jeziorem Awassa w Etiopii <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> , bloga cisza, zapach swiezo scietej trawy, przepiekne widoki z zebrami oraz oddalonym jeziorem w tle. W Parku tym wsrod roznych ciekawych zwierzat, ktore za 60 dolarow przez 24 godziny mozna obserwowac mysle, ze najbardziej warto zwrocic uwage na flamingi, ktorych populacja jest tutaj najwieksza na swiecie&#8230;<br />
I tak popijajac kawke, nieswiadomi jeszcze jej kosztu <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  obserwowalismy wszystko sprzed bramy glownej tego Parku siedzac sobie na tarasie pobocznej restauracji.<br />
Droga powrotna nie byla zbyt latwa. Zaraz po wyjezdzie z Nyakuru musielismy sie zatrzymac na 15 min na poboczu, gdyz rozpetala sie taka ulewa z gradem wlacznie i silnym, porywistym wiatrem, ze nic nie bylo widac. Czasami tylko w oddali, ok. 20m przed nami, wylanialy sie 2 biedne osiolki, ktore ze spuszczonymi uszkami i zmruzonymi oczami rowniez czekaly na zakonczenie tego bardzo niesprzyjajacego zjawiska atmosferycznego. Deszcz towarzyszyl nam cala droge, ale dojechalismny bez wiekszych problemow.<br />
Jutro wtorek &#8211; poczatek tygodnia <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>19.05.10. ( sroda &#8211; 19 dzien w Kenii, 246 dzien w Afryce )</p>
<p>Dzisiaj byl bardzo specyficzny dzien&#8230;<br />
Rano podczas Mszy sw, uswiadomilismy sobie, jak bardzo jestesmy slabi we wszystkim &#8211; jacy jestesmy i co robimy. Najwazniejsza rzecza w zyciu czlowieka jest wlasnie uswiadomienie sobie tego i jednoczesne powierzenie wlasnego zycia Bogu, oczywiscie, zeby naszymi dzialaniami kierowala rowniez Milosc. Jak zrozumiemy i zaakceptujemy swoja slabosc, to rowniez bedziemy bardziej tolerancyjni dla innych, bez krytycznego oceniania i nadmiernego wymagania.<br />
Dzisiaj Alessia &#8211; wolontariuszka z Wloch, podczas modlitwy, podzielila sie wlasnym doswiadczeniem niszczacej perfekcyjnosci. Opowiedziala o swoim przyjacielu, ktory dokladnie rok temu popelnil samobojstwo. Swoim przyjaciolom zostawil list, w ktorym wyjasnil motyw swojego czynu, swojej slabosci &#8211; NIEPERFEKCYJNOSCI. Pochodzil z &#8220;dobrej&#8221; rodziny, byl jedynym dzieckiem swoich rodzicow. Zawsze musial sie odpowiednio zachowywac, ze szkoly przynosic najlepsze oceny, chodzic na mnostwo dodatkowych zajec, ktore przeciez rozwijaly jego zdolnosci. Nawet jesli modne byly pociete spodnie, to o takim wyczynie mogl pomarzyc&#8230; byl taka maszyna zaprojektowana przez najblizszych.<br />
Odebranie swojego zycia wytlumaczyl, ze w ten sposob chcial byc nieperfekcyjny, ale rowniez pokazac, jak bardzo jest slaby&#8230; do tego stopnia, zeby nie walczyc juz o swoje zycie, zeby sie poddac i opuscic ten doskonaly swiat.<br />
Przez chwile wszyscy zamilkli. Poplynelo tez wiele lez&#8230;<br />
Podziekowalismy Bogu za nasza niedoskonalosc. Za slaby Kosciol, za niedoskonale wspolnoty, za zyciowe pomylki&#8230; ale ile trzeba zaparcia i pracy nad soba, zeby to wszystko sobie uswiadomic i zaakceptowac.<br />
Perfekcyjny czlowiek skupia sie na sobie, bo zawsze musi cos poprawic i nigdy tego udoskonalania nie ma konca. Dlatego tez nie ma czasu dla innych, ktorzy mogli by go ubogacic. Po to jestesmy tacy rozni, zeby uzupelniac sie nawzajem i wspierac. Bo moze w tym czym ja jestem slaby, ktos inny moze mnie wesprzec, a moje mocne strony ubogaca tego, dla ktorego jest to prawdziwym wyzwaniem.<br />
Idzmy za glosem serca, spelniajmy sie w zyciu robiac wszystko z miloscia, ale wyzbyjmy sie chorej doskonalosci, ktora pielegnuje w nas tylko milosc wlasna.</p>
<p>Wieczorem zostalismy zaproszeni na uroczysta kolacje do Effathy. Tego wieczoru zegnalismy jednego wolontariusza z Wloch &#8211; Ricarda, a powitane zostaly dwie przybyle Siostry i ja <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Po obfitym jedzeniu, razem pospiewalismy, potanczylismy, a wspolny wieczor zakonczyl sie modlitwa w kaplicy.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/20/z-etiopii-do-kenii-karibu-sana/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>CZAS  NA  SLONCE  W  DZIBUTII !!!   Czyli grudniowa wyprawa po wizy :)</title>
		<link>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/20/czas-na-slonce-w-dzibutii-czyli-grudniowa-wyprawa-po-wizy/</link>
		<comments>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/20/czas-na-slonce-w-dzibutii-czyli-grudniowa-wyprawa-po-wizy/#comments</comments>
		<pubDate>Sun, 20 Jun 2010 14:54:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Ania</dc:creator>
				<category><![CDATA[Ania]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://etiopia.blog.swm.pl/?p=679</guid>
		<description><![CDATA[1.12.09. ( wtorek -116 dzień w Etiopii )
Pierwszy dzień grudnia&#8230; trudno mi sobie  wyobrazic, ze w  Polsce teraz juz moze nawet pierwszy snieg spadl, a tutaj temperatura utrzymuje się w granicach 25 &#8211; 30 stopni&#8230; hmm..
Dzisiaj po obiedzie zakupilismy farby i rozpoczęlismy malowanie pokoju fizjoterapeutycznego dla dzieci&#8230; Cala nasza grupa w skladzie: Elise, Mateusz, Koki, [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p>1.12.09. ( wtorek -116 dzień w Etiopii )</p>
<p><a rel="attachment wp-att-683" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/20/czas-na-slonce-w-dzibutii-czyli-grudniowa-wyprawa-po-wizy/juz-prawie-skonczone/"><img class="alignleft size-medium wp-image-683" title="już prawie skończone" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/06/już-prawie-skończone-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Pierwszy dzień grudnia&#8230; trudno mi sobie  wyobrazic, ze w  Polsce teraz juz moze nawet pierwszy snieg spadl, a tutaj temperatura utrzymuje się w granicach 25 &#8211; 30 stopni&#8230; hmm..<span id="more-679"></span></p>
<p>Dzisiaj po obiedzie zakupilismy farby i rozpoczęlismy malowanie pokoju fizjoterapeutycznego dla dzieci&#8230; Cala nasza grupa w skladzie: Elise, Mateusz, Koki, Henok i ja, poznym popoludniem chwyciliśmy za pędzle i rozpoczęlismy kolorowa walkę z bialymi scianami nieduzego pokoju <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Muszę stwierdzic, ze nawet szybko nam to idzie. W ciagu 2 godzin pomalowalismy prawie jedna cala sciane i polowę</p>
<p>drugiej&#8230; jutro ciag dalszy <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> <a href="http://etiopia.blog.swm.pl/?attachment_id=684"><img class="alignleft size-medium wp-image-684" title="malowanie pelna gębą" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/06/malowanie-pelna-gębą-225x300.jpg" alt="" width="225" height="300" /></a></p>
<p>2.12.09. ( sroda &#8211; 117 dzień w Etiopii )</p>
<p>Następny dzień z pędzlem w ręku <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  ale oprócz tego bylismy równiez na spotkaniu ewaluacyjnym zorganizowanym przez Handicap International. Przybyli wszyscy fizjoterapeuci z placówek, które sa wspierane przez tę organizację. Dostaliśmy nawet koszulki <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Odwiedzilismy takze konsulat Dzibutii, gdzie poprosiliśmy o wizę do tego kraju, gdyz waznosc naszej drugiej wizy powoli dobiega końca i zalecili nam opuszczenie kraju w celu otrzymania nowej wizy do Etiopii. Wiza do Dzibutii kosztuje dwa razy tyle co do Etiopii&#8230; a my tylko chcemy na parę dni..</p>
<p>3.12.09. ( czwartek &#8211; 118 dzień w Etiopii )</p>
<p>Dzisiejszy dzień rozpoczęlam od wyprawy w góry, oczywiscie w celu przywitania sloneczka. Nic się niezmienilo od ostatniego razu &#8211; bylo przecudownie <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Po sniadaniu pojechalismy do konsulatu Dzibutii i tylko dowiedzieliśmy się, ze wizy mozemy odebrac po poludniu. Przy okazji poznalismy pewnego chlopaka &#8211; Nataniela, który tez w najblizszych dniach wybiera się do sasiedniego kraju. Urodzil się w Addis, ale w Dzibutii ma wujka, u którego pracuje w restauracji. Postanowil, ze pojedzie z nami tym samym autobusem, bo razem razniej. Dlaczego nie <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Bylismy równiez kupic bilety autobusowe na drugim końcu miasta. Oczywiscie zanim dojechalismy w prawidlwe miejsce trochę pobladzilismy, bo kazdy kierowal nas trochę gdzies indziej&#8230; ale przynajmniej mielismy wycieczkę krajoznawcza po nieznanej okolicy Dire <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Po poludniu razem z Natanielem i wieloma innymi osobami, czekalismy cierpliwie pod brama konsulatu, zeby po 1,5 godzinie dowiedziec się, ze mamy przyjechac za 3 godziny, czyli o 19.30&#8230; O.K.</p>
<p>Oczywiscie w przerwie pomiędzy zalatwianiem róznych spraw zwiazanych z wyjazdem do Dzibutii, chwytalam pędzel w rękę i dokańczalam malowanie pokoju. Wydawac by się moglo, ze szybko skończy się malowanie, ale te końcowe detale zajmuja najwięcej czasu&#8230;</p>
<p>Wieczorem wreszcie odebraliśmy nasze wizy, a w drodze powrotnej wstapiliśmy na ogromny bazar, gdzie swoje stanowiska powoli rozkladali handlowcy z róznych regionów Etiopii.</p>
<p>Od kilku ostatnich dni mozna bylo zaobserwowac w Dire wielkie poruszenie&#8230; montowanie swiatel na skrzyzowaniach, poprawianie pasów na ulicy, zawieszanie flag, sprzatanie&#8230; a to wszystko z powodu rozpoczynajacego się Festiwalu Kultury Etiopskiej&#8230; a my przez te dni będziemy w Dzibutii <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_sad.gif' alt=':(' class='wp-smiley' /> </p>
<p>4.12.09. ( piatek &#8211; 119 dzień w Etiopii )</p>
<p>Najgorętsze zyczenia i pozdrowienia przesylam do Polski na Slask, gdzie dzisiaj jest swięto wszystkich Górników i górniczych rodzin, oczywiscie wpierw chcę pozdrowic moja kochana siostrzyczkę &#8211; Basię, gdyz to wlasnie Barbara jest patronka górników, ale równiez najlepsze zyczenia dla taty i calej mojej rodziny!!! <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Dzisiaj rano dokończylam malowanie, ale to jest na razie podstawa, bo będa jeszcze rysunki na tych scianach wykonane przez jednego uzdolnionego pacjenta. Po poludniu zrobilismy zakupy, bo wiadomo nam, ze w Dzibutii jest drogo&#8230; nakupilismy więc wody, serów, dzemów i niezastapionego tu tuńczyka w puszce <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Oczywiscie czekalo nas równiez wielkie sprzatanie naszego mieszkanka i pakowanie&#8230; O 23:00 przyjechala po nas wczesniej zamówiona riksza, do której zapakowalismy się ze wszystkimi tobolami ( mielismy równiez za zadanie dostarczyc paczkę dla sióstr w Dzibuti ) i wyruszyliśmy w kierunku przystanku autobusowego. Gdy przyjechalismy na plac, czekalo juz tam sporo osób ze swoimi wielgachnymi bagazami wsród kolorowych autobusów.<a href="http://etiopia.blog.swm.pl/?attachment_id=685"><img class="alignleft size-medium wp-image-685" title="podróż  dire dawa - dzibutti" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/06/podróż-dire-dawa-dzibutti-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></p>
<p>Kilk minut pózniej dolaczyl do nas Nati. Ok. 20min przed pólnoca, czyli przed planowanym odjazdem, pan porzadkowy wpuscil nas do naszego wystrzalowego autobusu &#8211; zajęlismy sobie pierwsze miejsca, oczywiscie za ten przywilej pózniej musielismy zaplacic, ale oplacalo się&#8230; bo to co się dzialo w momencie wpuszczania wszystkich pasazerów do srodka&#8230; krzyki, agresja, pretensje, bójki, lapówki&#8230; masakra !!! <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />   A jak te kobiety glosno i przerazliwie potrafia krzyczec!!!</p>
<p>Ok godziny 2:00, czyli z nieduzym 2-godzinnym opóznieniem rozpoczęlismy podróz w kierunku Dzibuti <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>5.12.09. ( sobota &#8211; 1 dzień w Dzibutii, 120 dzień w Afryce )</p>
<p>Po ok 14 godzinach podrózy dotarlismy na miejsce&#8230; Podróz z jednej strony byla bardzo męczaca, ale z drugiej strony ciekawa, szczególnie wtedy, gdy slońce juz wstalo i mozna bylo podziwiac krajobrazy. Bardzo często bylismy zatrzymywani w celu przeszukiwania wszystkich bagazy&#8230; czasami byla to dla mnie wielka przesada, poniewaz jeszcze dobrze się nie rozpędzilismy, a znów trzeba bylo stawac&#8230; Glównie szukali czatu &#8211; bardzo popularnych w Etiopii zielonych lisci, które mozna bylo ze soba zabrac, ale w niewielkich ilosciach, bo za większy ich transport trzeba zaplacic podatek. Bardzo często mijaly nas specjalne samochody, które byly zaladowane tylko czatem&#8230; mknęly jak burza, a na piaszczysto &#8211; kamienistej drodze zostawal za nimi tylko tabun unoszacego się kurzu&#8230; a wlasnie jesli chodzi o drogę&#8230; to trasa z Dire Dawa do granicy to byla prawdziwa trauma&#8230; mikrowstrzasy odczuwalo się jeszcze przez jakis czas po dotarciu na miejsce. Prawdziwy rajd po kamienistej drodze!!! <a href="http://etiopia.blog.swm.pl/?attachment_id=686"><img class="alignleft size-medium wp-image-686" title="srodek transportu przez etiopsko - dzibutskie wertepy" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/06/srodek-transportu-przez-etiopsko-dzibutskie-wertepy-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Na granicy czekalismy ze dwie godzinki &#8211; sprawdzanie paszportów, bagazy, ale równiez oczekiwanie na drugi autobus, którym jechalismy od granicy do stolicy Dzibutii. Dobrze, ze byl z nami Nataniel, poniewaz bylo trochę zamieszania z naszymi biletami, bo ktos tam nie zapisal jakiegos tam numeru i juz zrobil się problem&#8230; ale równiez Eliz duzo zdzialala krzyczac na niektórych po francusku <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  Kasę chcieli od nas zdzierac na kazdym kroku.. no bo w końcu bogaci &#8220;biali&#8221; przyjechali&#8230; a my niepozorni wolontariusze ze sloikami dzemu w torbach i chlebem pod reka, robilismy tylko duze oczy, ale oczywiscie nie dalismy się <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Największym jednak problemem tego dnia bylo znalezienie noclegu&#8230;ojjj. Zostawilismy torby u Sióstr ( one w Dzibuti  nie maja swojego domu, tylko wynajmuja czesc budynku u biskupa, a pracuja w szpitalu ) i obeszlismy chyba wszystkie mozliwe, najtańsze i trochę drozsze hotele &#8211; nigdzie nie bylo miejsca. Wyczerpani po calym dniu podrózy ze lzami w oczach, usiedlismy w jakiejs taniej jadlodajni, zjedlismy kolację ( skrupulatnie liczac kazdy grosz ) i blagajaco popatrzyliśmy na Nataniela, który caly czas nam pomagal. Oczywiscie nie zostawil nas na pastwę losu i postanowil zadzwonic w naszej sprawie do swojego wuja. I on się zgodzil&#8230; ale zazyczyl sobie za kazda noc 100 dolarów od naszej trojki. Duzo pieniędzy&#8230; ale bylo pózno, bylismy padnięci i marzylismy tylko o tym, zeby się polozyc i zasnac. Wuj bogaty z wielkim domem i samochodem, ugoscil nas w jednym ze swoich pokojów na super wygodnej podlodze. Wszystko nam bylo jedno. Oby dach nad glowa i trochę wody do umycia&#8230; ale za taka cenę??? Postanowilismy, ze jutro będziemy dalej szukac czegos tańszego i z lozkami <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>6.12.09. ( niedziela &#8211; 2 dzień w Dzibutii, 121 dzień w Afryce )</p>
<p>Mimo noclegu na dywanie, wstalismy ok. godziny 10:00 naprawdę wyspani i wypoczęci. W domu krzltala się tylko jakas pani sprzatajaca. Grzecznie przygotowalismy sobie sniadanie, a po jego konsumpcji, ustalilismy jakis plan dnia. Postanowilismy nasze bagaze zostawic u sióstr i znalezc nocleg przynajmniej na dzisiaj. Gdzies tam w planach byla równiez plaza <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Teraz w Dzibuti jest sezon chlodny, a dla nas upal przeogromny. Siostry opowiadaly, ze jak jest sezon goracy, to okna zaslania się przescieradlami, a w nocy spi się pod mokrym ręcznikiem. Jest bardzo, bardzo cięzko. Uff&#8230; jak na razie nie mogę sobie jakos tego wyobrazic.</p>
<p><a href="http://etiopia.blog.swm.pl/?attachment_id=682"><img class="alignleft size-medium wp-image-682" title="dzieciaki na plazy w dzibutti" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/06/dzieciaki-na-plazy-w-dzibutti-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a>Większosc dnia spędziliśmy na plazy i spacerujac po stolicy. W końcu tez udalo nam się znalezc nocleg w niedrogim hotelu. Zeby wszyscy bezsensu nie jechali po bagaze, to ja zostalam, a Mateusz z Elise wyruszyli do Sióstr. Gdy wrócili trochę się zdziwilam, poniewaz nie mieli ze soba rzeczy. Okazalo się, ze Siostry zadzwonily do biskupa ( który byl gdzies na wyjezdzie ) i poprosily go, aby udostępnil nam jakies pokoje. Oczywiscie on się zgodzil <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Takim sposobem mielismy gdzie spac, a warunki sa naprawde dobre i za nasze zakwaterowanie nic nie placimy.</p>
<p>Wieczorem po mszy sw., Siostry przyniosly nam ciepla kolacje i zyczyly dobrego snu. W nocy troche masakra &#8211; upal. Wentylatory, ktore znajdowaly sie nad kazdym lozkiem, pracowaly bardzo dobrze, ale tez bardzo glosno. Probowalam zasnac przy wylaczonym wentylatorze, ale po 5 min. juz bylam cala mokra i nie mialam czym oddychac. Wentylator musial byc&#8230; moze po dluzszym czasie, ale w koncu zasnelam.</p>
<p>7.12.09. ( poniedzialek &#8211; 3 dzień w Dzibutii, 122 dzień w Afryce )</p>
<p>Wczesnym rankiem wyruszylismy do etiopskiej ambasady, zeby prosic o wizy. Okazalo sie, ze nie mozemy zaplacic w dolarach, wiec przez cale miasto trzeba bylo jechac, zeby wymienic pieniadze.</p>
<p>Probowalismy prosic o wize do Etiopii na 3 miesiace, ale konsul chyba dzisiaj nie mial dobrego dnia &#8211; zadawal mnostwo pytan, robil grozne miny i w koncu dal nam wize, ale tylko na miesiac. Coz moze i to dobre.</p>
<p>Po dopoludniowych sprawach koniecznych i skromnym obiedzie, dotarlismy wreszcie na plaze. Bylo to kawalek dzikiej plazy, niezbyt czystej i z ogromna iloscia gapiow. No coz&#8230; nie stac nas na strzezona, czysta, przystosowana dla turystow droga plaze. W koncu i tak zalezy nam glownie na skorzystaniu z tej goracej wody i sprawdzeniu, czy jest na tyle zasolona, by polozyc sie swobodnie i bez najmniejszego wysilku lezec na wodzie <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' />  Wszystko sie zgadzalo!!! <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Troche plywalismy, troche spacerowalismy, obserwowalismy kraby, ktore wygrzewaly sie na kamieniach, a jak tylko blizej podeszlismy blyskawicznie znikaly w wodzie. Najsmieszniejsze byly kraby-niemowlaki, na piasku wygladaly jak male chodzace kamienie.</p>
<p>Po kolacji wyszlismy sie troche poszwedac po miescie, ktore oswietlone i glosne, tetnilo zyciem. Spotkalismy wiele &#8220;bialych&#8221; twarzy z roznych krajow. W Dzibuti stacjonuje bardzo wiele jednostek wojskowych z calego swiata, wiec mozna bylo sie poczuc jak nie w Afryce.</p>
<p>8.12.09. ( wtorek &#8211; 4 dzień w Dzibutii, 123 dzień w Afryce )</p>
<p>O godzinie 5.30 zmobilizowalismy sie i wstalismy na wschod slonca. Niestety pogoda nam troche pokrzyzowala plany i zachmurzone niebo nie pozwolilo nam zobaczyc wynurzajacego sie sloneczka. Mimo wszystko postanowilismy posiedziec na plazy, obserwujac grupy biegajacych ludzi. Mozna bylo zauwzyc mniej i bardziej zaawansowanych profesjonalistow.</p>
<p>Prosto z wczesnoporannego spacerku poszlismy na msze, pozniej lekkie sniadanie i drzemka <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>Okolo poludnia poszlismy po odbior paszportow, spotykajac milego pracownika ochrony ambasady. Tak sie skladalo, ze w tym czasie konczyl prace i zaproponowal wspolny spacer po ulicach stolicy. Bylo nam to bardzo na reke, gdyz od razu zabral nas do miejsca, gdzie kupilismy bilety powrotne do Etiopii. Po wspolnej wycieczce, pozegnalismy sie i zyczac milego dnia, rozeszlismy sie w swoje strony. Oczywiscie nasza trojka skierowala sie prosciutko na plaze, by w ten ostatni dzien skorzystac z kapieli wodnej i slonecznej.</p>
<p>Poznym popoludniem posprzatalismy nasze pokoje, a po wieczornej mszy sw. pozegnalismy sie z biskupem i siostrami. Przed powrotem zostalismy zaproszeni przez wujka Nataniela na kolacje. Pojechalismy wiec do jego restauracji, gdzie do pozna w oczekiwaniu na nasz austobus siedzielismy i rozmawialismy. Wujek Natiego przyznal, ze zle sie czuje zyczac sobie tyle pieniedzy za nocleg w jego domu, tym bardziej, ze podziwia nasza prace, zasady i nastawienie do zycia. Pieniedzy moze nam nie zwrocil <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' />  ale postawil bardzo dobra kolacje i moglismy zamawiac z jego drogiej restauracji, co tylko chcemy, oczywiscie na jego rachunek. A ceny, trzeba przyznac mial bardzo wysokie.</p>
<p>Przed udaniem sie na busa, wstapilismy jeszcze po nasze bagaze i przmierzajac ulice spiacego miasta pojechalismy do miejsca, z ktorego o godzinie 5.00 byl planowy odjazd naszego busa do Etiopii. Wyruszylismy o czasie, co juz prognozowalo w miare dobra podroz <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_wink.gif' alt=';)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>9.12.09. ( sroda &#8211; 120 dzień w Etiopii, 124 dzień w Afryce )</p>
<p>Do granicy dojechalismy w miare szybko i nawet udalo sie zlapac od razu wesoly autobus do Dire Dawa. Nasza radosc nie trwala zbyt dlugo, poniewaz w tym bardzo ciezkim upale, zepsul nam sie nasz transport i musielismy koczowac jakies 2 godziny na srodku pustyni, gdzie byla tylko prowizoryczna stacja benzynowa. Wokolo suche gory, gdzie byly pozostawione stare, zardzewiale czolgi i jedna piaszczysto-kamienista droga, na ktorej stal nasz biedny autobusik.</p>
<p>Moja towarzyszka podrozy byla muzulmanka z Jemenu, ktora jechala w odwiedziny do rodziny. Po krotkiej rozmowie, poczestowala mnie specyficznymi slodkosciami, przywiezionymi ze swojego kraju, po czym beztrosko zasnela. Jakos tak sie skladalo, ze bardzo czesto jej glowa ukladala sie na moim ramieniu. W sumie ok., ale to jej parzace ubranie w tym upale&#8230;</p>
<p>Dojechalismy poznym popoludniem. Nawet pomimo tej usterki na trasie, nasza podroz powrotna zajela nam o wiele mniej czasu niz w przeciwna strone. Glownie dzieki temu, ze szybko zlapalismy transport na granicy oraz, ze prawie w ogole nas nie sprawdzali <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_smile.gif' alt=':)' class='wp-smiley' /> </p>
<p>10.12.09. ( czwartek &#8211; 121 dzień w Etiopii, 125 dzień  w Afryce )</p>
<p>Wystarczylo kilka dni naszej nieobecnosci i nasze obejscie pokrywala gruba warstwa pylu, kurzu i piasku. Przeznaczylismy zatem ten dzien na dokladne sprzatanie z przerwami na odpoczynek.</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/20/czas-na-slonce-w-dzibutii-czyli-grudniowa-wyprawa-po-wizy/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wskazówki dla kontynuatorów projektu Ethiopia `09</title>
		<link>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/07/wskazowki-dla-kontynuatorow-projektu-ethiopia-09/</link>
		<comments>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/07/wskazowki-dla-kontynuatorow-projektu-ethiopia-09/#comments</comments>
		<pubDate>Mon, 07 Jun 2010 17:30:06 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mateusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mateusz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://etiopia.blog.swm.pl/?p=667</guid>
		<description><![CDATA[Przygotowałem takie króciutkie info nt. Etiopii oraz Dżibuti, czyli krajów które odwiedziłem w ramach projektu MSZ-u. Jeżeli ktoś się z Was wybiera w tamte rejony, bądź, chce zaangażować się w projekt, myślę, że może się to przydać. Na marginesie mówiąc, szkoda że w tym roku nie znalazł się nikt, kto chciałby kontynuować to co zaczęliśmy [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><strong><a href="http://etiopia.blog.swm.pl/?attachment_id=671"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-671" title="Polish Aid" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/06/Polish-Aid--150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>Przygotowałem takie króciutkie info nt. Etiopii oraz Dżibuti, czyli krajów które odwiedziłem w ramach projektu MSZ-u. Jeżeli ktoś się z Was wybiera w tamte rejony, bądź, chce zaangażować się w projekt, myślę, że może się to przydać. Na marginesie mówiąc, szkoda że w tym roku nie znalazł się nikt, kto chciałby kontynuować to co zaczęliśmy z Anią. Mam nadzieje że w przyszłym roku już będą chętni. Co do kandydatów to może być każdy i nie ważne co studiujecie, zawsze można to jakoś „podpiąć” pod jakieś działanie w ramach projektu, ważne byście czynili dobro;]<span id="more-667"></span></strong></p>
<p><strong>ETHIOPIA CENY: </strong></p>
<p><strong><a rel="attachment wp-att-672" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/07/wskazowki-dla-kontynuatorow-projektu-ethiopia-09/etiopia-to-przedewszystkim-wszedobylska-bieda/"><img class="alignleft size-medium wp-image-672" title="etiopia to przedewszystkim wszędobylska bieda" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/06/etiopia-to-przedewszystkim-wszędobylska-bieda-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a><br />
</strong></p>
<p><span style="text-decoration: underline">Wiza</span> 20 dol. za miesiąc, zazwyczaj dają na 30 dni, można starać się o więcej ale nikłe szanse, po drugim przedłużeniu trzeba wyjechać z kraju, najlepiej do Djibouti, koszt wyjazdu 150 birow za autobus, ale Djibouti jest o wiele droższe.</p>
<p><span style="text-decoration: underline">Poruszanie się po mieście: </span>Addis 2- 5 birów minibus; riksza w Dire Dawa 2 birry</p>
<p><span style="text-decoration: underline">Wyżywienie:</span> chleb 2-5 birów, coca cola 3, 5-7 , woda 6-9, restauracja: średni obiad 15-20, duży obiad do 40 birow, piwo 5-10 birow, w „supermarkecie”: mleko 24, sok owocowy 17-24, masło orzechowe 11, kawa sypana 50, kawa rozpuszczalna 80, tuńczyk 8-10, płatki owsiane 60, banany (za kg) 7, pomarańcze 7, pomidory 5, cebula 3, krem czekoladowy 50, wino 45, papierosy 4-20, szpinak 5, cukier 9, dżem – 17 birow (sprowadzany z Indii, innego nie widziałem)</p>
<p><span style="text-decoration: underline">Transport:</span> Addis – Dire 145 birow za Salam Bus – jeden z lepszych przewoźników.</p>
<p><span style="text-decoration: underline">Hotel:</span> od 40 birów w Dire, w Addis od 80 za pokój z wspólną łazienką, chociaż lepiej juz wziąć droższy pokój ale z toaletą.</p>
<p><span style="text-decoration: underline">Internet:</span> 0,25 centów za minutę,</p>
<p><span style="text-decoration: underline">Sok owocowy:</span> (najlepszy jaki piłem/jadłem w życiu) 5-12 birow</p>
<p><span style="text-decoration: underline">Pamiątki:</span> najlepiej ostro się targować, ceny są czasem 3krotnie wyższe od normalnych, najbardziej popularne produkty: szal kolorowy, tkanina normalna 30 birów, nie więcej! Najlepiej kupować na Shoromeda, można tam dojechać z krzyżówki z Arat Kilo. Kawę polecam Tomocca, można ją kupić w Tomocca Caffe, na Churchill Road, uliczka na prawo na pierwszej krzyżówce jak się już minie postój dla minibusów.  Ale najlepsza jest zielona, nieprażona, można ją kupić w Addis w prawie każdym spożywczaku, w Dire na targu Kefira, ok. 40 – 50 birow za kg. Co do pamiątek to warto jeszcze kupić tytoń smakowy do shishy bo mają b. aromatyczny, oraz perfumy, są na oleju, bardzo trwałe, oczywiście sami nic nie produkują, wszystko sprowadzane jest z UAE, te ostatnie dwie rzeczy najlepiej się opłaca kupować w Addis na Merkato, i generalnie targować się targować i jeszcze raz targować, jak sprzedawca jest wściekły na was a mimo to coś wam sprzedaje to znaczy ze wytargowaliście dobra cenę.</p>
<p><span style="text-decoration: underline">Karta SIM:</span> można ją wypożyczyć albo jeśli ma się jakiegoś znajomego Etiopczyka może ją kupić w telecomunication Office, koszt 70 birow,</p>
<p><span style="text-decoration: underline">Sprzęt elektroniczny</span>: b. Drogi nie opłaca się kupować nawet najtańszej komórki, lepiej w Polsce się wcześniej zaopatrzyć, wszystko co elektroniczne co trafia do Etiopii jest obarczone 40% podatkiem!!!</p>
<p><strong>DJIOBUTI CENY:<a href="http://etiopia.blog.swm.pl/?attachment_id=670"><img class="alignleft size-medium wp-image-670" title="Dzibuti leży nad morzem czerwonym, jest to najcieplejszych ale i najdroższych krajów Afryki" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/06/Dzibuti-leży-nad-morzem-czerwonym-jest-to-najcieplejszych-ale-i-najdroższych-krajów-Afryki-300x225.jpg" alt="" width="300" height="225" /></a></strong></p>
<p>Ceny w Dżibuti są o wiele wyższe niż w Etiopii ale to też jest zależne od tego gdzie się je i mieszka.</p>
<p><span style="text-decoration: underline">Transport:</span> Taksówka 400 dj frank, minibus 45, bilety do Etiopii na autobus 2,5 tys kupuje się w Districk 7 ale jest tak Duzy ze lepiej się wcześniej spytać o konkretny przystanek, na samolot 220 dol. do Addis, najtańsze polaczenia maja kenijskie linie lotnicze, latają co 2-3 dzień, można też wziąć pociąg do Dire , ale na własne ryzyko cena podobna do autobusu ale jedzie się 24 godziny, pociąg jest mniej wygodny od autobusu, tory są wąskie jak u nas tramwajowe.</p>
<p><span style="text-decoration: underline">Hotele:</span> od 3 tys dj frank Hotel Day położony w somalijskiej dzielnicy, do 125 euro za dzień w Hiltonie. Mieszkają tam siostry z MoC, ale nie maja własnego ośrodka, mieszkają u biskupa, ciężko im jest zapraszać wolontariuszy, aczkolwiek, są tam domki przeznaczone tylko osób wizytujących, tak wiec wcześniej porozmawiać z biskupem, który o ile nie będzie miał innych gości na pewno się zgodzi, przemiły z niego człowiek.</p>
<p><span style="text-decoration: underline">Wyżywienie:</span> od 120 dj frank w somalijskiej restauracji, nawiasem mówiąc sąsiadującej z wielkim śmietnikiem, ceny idą w górę. Sam jadłem oczywiście jak najtaniej, ale nie narzekałem na zatrucia pokarmowe, jednak jest to kuchnia dla odważnych. Chleb 40 dj frank (takie długie bagietki, podobno lepsze niż te we Francji ). W supermarkecie ceny wyższe niż te u nas w Polsce. Piwo 2 tys dj frank (30 zł!)</p>
<p><strong> </strong></p>
<p><strong>Co do przeprowadzania samego projektu:</strong></p>
<p><strong>1) </strong><span style="text-decoration: underline">Tłumacz</span>, jeśli tam jesteście i nawet nie ma w projekcie przeprowadzanie szkoleń i warsztatów to i tak będziecie je robić bo jest to najskuteczniejsze, by coś po sobie zostawić, dlatego przy opracowywaniu projektu musi być przewidziany tłumacz. Pomimo tego ze rozmawia się z Etiopczykami w ang. w miarę dobrze, nie będą wszystkiego rozumieć. Jeśli cos jest zawile i nie w ich języku, biorąc jeszcze pod uwagę fakt ich luk w wykształceniu medycznym, jak miałem okazje się przekonać, dodatkowo potęguje ten efekt. Co do szkoleń z zakresu fizjoterapii to sprawdzają się zarówno treningi z zakresu podstawowej wiedzy (podstawy podstaw) jak i szkolenia bardziej zaawansowane, jak np z podstawowych ćwiczeń w PNF czy też chwytów i manipulacji z terapii manualnej. <strong> </strong></p>
<p><strong>2) </strong><span style="text-decoration: underline">Cześć sprzętu rehabilitacyjnego można kupić na miejscu</span>, jak wózki inwalidzkie, czy tez kule. <strong> </strong></p>
<p><strong>3) </strong>W projekcie<strong> </strong>dobrze jest wykorzystywać <span style="text-decoration: underline">muzykę</span>, czy tez muzykoterapie. Tutaj ich kultura w tym sprzyja, przeciętny Etiopczyk, słysząc tylko jakiś skoczny kawałek już przebiera nogami, nie trzeba ich do tego namawiać<strong> </strong></p>
<p><strong>4) </strong><span style="text-decoration: underline">Kwalifikacje</span>. Jeżeli ktoś zdecydowałby się na projekt fizjoterapeutyczny świetnie by było gdyby miał dodatkowo skończone jakieś kursy, jak np. z PNF`u albo Bobath`a, przy większych kwalifikacjach można zrobić więcej, przeprowadzić bardziej zaawansowane szkolenia, np. takie ogólnokrajowe w których to uczestniczyliby fizjoterapeuci z MoC z całej Etiopii. To by było piękne. Ale nie znaczy że ktoś z tyt. lic nie może wyjeżdżać, może jak najbardziej, bo patrząc na poziom ich wiedzy, ludzie po pierwszym roku studiów fizjoterapii wiedzą więcej od nich!   <strong> </strong></p>
<p><strong>5) </strong>Co do szkoleń to dobrze jest <span style="text-decoration: underline">dawać im materiały</span> tak by mieli z czego korzystać oraz okresowo sprawdzać ich wiedze. Robić jakieś kartkówki, dobrze to działa na ich poziom wiedzy i chęć do nauki. Dobrze jest również o ile tylko zgodzi się siostra general superior (w Etiopii jest obecnie Polka s. Janeke) dąć im certyfikaty ukończenia szkoleń. <strong> </strong></p>
<p><strong>6) </strong>W pracy <span style="text-decoration: underline">uczyć ich kreatywności</span>, używać sprzętu który jest dostępny, zwracać uwagę na problem i pokazywać rożne drogi jego rozwiązania, tak by nauczyć ich MYSLENIA, bo z tym mieli największy problem. Pokazywać im nowe ćwiczenia, techniki, różne podejście do problemu z różnej strony, z wszelkimi możliwymi rozwiązaniami, bo to czym się oni kierują jest bardzo ale to bardzo mało wyszukane, wykonują np. te same ćwiczenia u dużej ilości pacjentów, chociaż problem czasem jest mało związany z tym co robią. Np. wzmacniają mięśnie 4głowe uda, gdy problemem jest w rwa kulszowa. Myślę że jest to najważniejsza część pracy misyjnej, uczyć tych ludzi twórczego myślenia, bo z doświadczenia wiem, ze mają b. zamknięte głowy. Jeżeli jesteśmy już w ośrodku misyjnym i chcemy wykonywać swój fach, to lepiej jest by nasza praca była skupiona na kontrolowaniu rehabilitantów rodzimych którzy tam pracują, na wspólnej pracy z nimi, aniżeli prowadzeniu własnych pacjentów. To prawda, że jeśli ktoś lubi swój zawód będzie mu to sprawiać ogromną frajdę, prowadzić od początku do końca jakieś tam przypadki chorobowe. Jednak po 3, 4 miesiącach my wyjeżdżamy a tubylczy rehabilitanci zostają, więc co jest skuteczniejsze i bardziej długofalowe? Generalnie kierować się zasadą, że zawsze pracuje się w zespole. Co do problemów jakie mieli jeszcze fizjoterapeuci to masaż. Osobiście robiłem im zajęcia z masażu, żeby poprawić nieco ten stan rzeczy. Generalne wygląda to tak, że zamiast masażu wykonują głaskanie, które jest mało skuteczne. Więc, warto byłoby się skupić na tym problemie.  <strong> </strong></p>
<p><strong>7) </strong>Jeżeli nie maja <span style="text-decoration: underline">karty pacjentów</span> lub maja ale nie korzystają to zapytać sie o to i z nich korzystać, jeśli nie ma to stworzyć, posiadam obecnie karty które zostały wprowadzone na całą Etiopię, praca z kartą jest o tyle skuteczniejsza ze po uzgodnieniu z lekarzem można zaplanować rehabilitację jednej osoby na kilka tygodni, ponad to rehabilitacja jest ciągła, a z doświadczenia wiem ze większość fizjoterapeutów w Etiopii pracowało tak jak im wyjdzie bez ściśle określonej liczby osób do rehabilitacji. Dobrze jest pilnować tego, na zasadzie współpracy, ze o tej godzinie i o tej taki pacjent a o następnej taki. Systematyzuje i ułatwia to prace.<strong> </strong></p>
<p><strong> <img src='http://etiopia.blog.swm.pl/wp-includes/images/smilies/icon_cool.gif' alt='8)' class='wp-smiley' /> </strong>Jeżeli projekt jest zaplanowany w jednym mieście to <span style="text-decoration: underline">nie ograniczać się tylko do jednej organizacji</span>, którą była w moim przypadku MoC, pójść do miejscowego szpitala, do domów opieki, sierocińców, czy tez do innych organizacji pozarządowych, tak by wasza obecność nie była skierowana tylko i wyłącznie w jednym kierunku.<strong> </strong>Zapraszać na szkolenia ludzi z różnych środowisk, tak jak wyżej wspomniałem. Organizować wspólne spotkania i inicjatywy, wymiany wiedzy, sympozja, tak by jak najbardziej polepszać ich kwalifikacje.</p>
<p><strong>9) </strong><span style="text-decoration: underline">Przywieźć sprzęt.</span> Byłoby marnotractwem by jechać na misje bez sprzętu, w który można wyposażyć placówkę. Sprzęt który został zakupiony w naszym projekcie, jak najbardziej się przydał, chociaż niektórych rzeczy kupiliśmy zbyt dużo.</p>
<p><strong>10) </strong><span style="text-decoration: underline">Osobowość.</span><strong> </strong>Generalnie w projekcie w którym zaplanowane są szkolenia czy tez nauka przez wspólną prace świetnie się sprawdzają osoby które nie maja problemu w kierowaniu innymi, które maja w sobie charyzmę, dominujący charakter. Można wtedy przekazać więcej. Bo nikt nam „nie wychodzi na głowę” – a to się często zdarza! I jeżeli juz współpracujemy z ludźmi na miejscu dobrze jest tak pracować by było jasne że przyjechaliście tu czegoś ich nauczyć a nie po to by spędzić miło czas, poznać się wymienić adresami. I jeżeli my traktujemy poważnie to co robimy, swoją pracę, również poważnie traktują nas, trzeba o tym pamiętać.  <strong> </strong></p>
<p><strong>11) </strong><span style="text-decoration: underline">Nie bać się!</span><strong> </strong> Na misje może pojechać dosłownie prawie każdy! U nas jest to jeszcze mało popularne, ale spotykałem ludzi z całego świata w MoC jako wolontariusze, którzy przyjeżdżali na gap year, czy tez byli zapalonymi wolontariuszami odwiedzającymi placówki MoC w Indiach czy Etiopii od kilku &#8211; kilkunastu lat. Wcale nie jest tak strasznie jak się widzi Afrykę u nas. W domu wolontariusza żyje się lepiej niż w średnich hotelach. Najstarsza wolontariuszka jaką spotkałem miała 76 lata, zaraz po niej była przemiła 72 letnia pani Inka z Polski. Koszty finansowe nie są takie również aż tak duże, jeżeli zrobi się 2 niedziele misyjne i to w małych miejscowościach to w zupełności wystarcza. Generalnie na Etiopie potrzeba ok. 3,5 tysiąca : 2400 bilet 500zl szczepionki, reszta na podróże bądź pamiątki, za ta kasę można spokojnie zwiedzić północ. Tak wiec naprawdę warto. <strong> </strong></p>
<p><strong>12) </strong><strong>Jeżeli ktoś się wybierze, to proszę nie zapomnieć o SWM`ie i o sklepiku Bartka!;]</strong> <strong> </strong></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/06/07/wskazowki-dla-kontynuatorow-projektu-ethiopia-09/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>3</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Kolaż zdjęć ;)</title>
		<link>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/30/kolaz-zdjec/</link>
		<comments>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/30/kolaz-zdjec/#comments</comments>
		<pubDate>Tue, 30 Mar 2010 20:54:25 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mateusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mateusz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://etiopia.blog.swm.pl/?p=549</guid>
		<description><![CDATA[Popularny w  naszych  domach aloes na drobne skaleczenia, tutaj osiąga  niewiarygodne   rozmiary. Pasterze wypasający swoje stada na skąpych w  wodę wzgórzach   Dire Dawa, wykorzystują tę roślinę jako źródło wody,  wysysając sok  z jej  liści.
Narodowe  święto Etiopii tzw. Święto Flagi.  Na ulicach  widać [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<blockquote><p><a rel="attachment wp-att-552" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/30/kolaz-zdjec/zdjecie-3/"><img class="alignleft" title="zdjęcie (3)" src="../files/2010/03/zdj%C4%99cie-3-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><span style="color: #000000">Popularny w  naszych  domach aloes na drobne skaleczenia, tutaj osiąga  niewiarygodne   rozmiary. Pasterze wypasający swoje stada na skąpych w  wodę wzgórzach   Dire Dawa, wykorzystują tę roślinę jako źródło wody,  wysysając sok  z jej  liści.</span></p>
<p><span style="color: #000000">Narodowe  święto Etiopii tzw. Święto Flagi.  Na ulicach  widać czerwono-  żółto-zielone barwy i wszędobylską radość.</span></p></blockquote>
<p><span style="color: #000000">Bob Marley,  oraz całą muzyka reggae, jest wyjątkowo popularna w   Etiopii. Jamajka i  Etiopia, pomimo że podzielone Pacyfikiem i całą  zachodnią Afryką,  są bardzo przyjaźnie nastawione do siebie i mają  wiele wspólnego. To  właśnie jeden z abisyńskich</span><span style="color: #000000"> cesarzy Haile Seilasie,  który przyjął  podczas koronacji imię Rasta Farii, stał się według  wierzeń Jamajczyków  bogiem wcielonym, stąd nazwa ich ruchu.<span id="more-549"></span></span></p>
<p><span style="color: #000000">Doro Wot,  tłumacząc na polski po prostu – kurczak. Potrawka z kury z  dużym  dodatkiem beri beri, czyli czerwonej papryki i gotowanym  jajkiem. Moim  zdaniem naj</span><span style="color: #000000">lepsze, co można tu zjeść, z indzerą i świeżym  chlebem, to  prawdziwe niebo w gębie! Niedoświadczonym w ostrych  daniach radziłbym  jedynie degustacje. Pikantne jedzenie ma to do  siebie, że pali na wl</span><span style="color: #000000">o</span><span style="color: #000000">ci</span><span style="color: #000000">e  tak samo jak i na wylocie!</span></p>
<p><span style="color: #000000">Pacjen</span><span style="color: #000000">t z MoC  w Dire Dawa podczas terapii zajęciowej z chustą  Klanza. Dzieciaki tu są  niesamowicie chętne do współpracy i zabawy.  Brakuje im zajęć,  normalnego dzieciństwa.</span></p>
<p><span style="color: #000000">Takie dziury  na chodnikach to normalność, bywają co gorsza jeszcze  głębsze na   1-  1,5 m, pełne śmieci i fekalii, bo służą za publiczne  toalety. W nocy,  idąc chodnikiem po ciemku sporo się ryzykuje. Zawsze  mnie zastanawiało,  ilu ludzi się połamało, przez takie właśnie  atrakcje.</span></p>
<p><span style="color: #000000">Mnich  czytający</span><span style="color: #000000"> Biblię. W Etiopii duchowni zajmują wysokie pozycje  społeczne.  Ludzie darzą ich głębokim szacunkiem. Będąc na przykład w  autobusie i  czekając właśnie na odjazd można trafić na mnicha, kt</span><span style="color: #000000">óry  prosi o  jałmużnę w zamian za modlitwę. Ludzie oddają drobne monety i  banknoty,  żegnając się przy tym i całując krzyż.</span></p>
<p><span style="color: #000000">Pani przy  cere</span><span style="color: #000000">monii kawy. Bahar Dar. Może powiem kilka słów na temat  skąd się  wzięła kawa? Tak, więc po raz pierwszy jej właściwo</span><span style="color: #000000">ści odkrył  abisyński  pasterz. Zauważył, że jego stado owiec nie chce spać, pasąc  się  wcześniej w krzakach rośliny o charakterystycznych czerwonych  owocach.  Miejscowość, w której to zaszło nosiła nazwę Kaffa i  znajdowała się na  terenach dzi</span><span style="color: #000000">siejszej Etiopii. Stąd właśnie nazwa  trunku który dzisiaj  pijemy np. przy śniadaniu. Arabscy kupcy zrobili  resztę, rozpropagowali  ją na całą północną Afrykę, Azję Mniejszą,  w końcu dotarła też do  Europy. Dzisiaj znana jest na całym świecie.</span></p>
<p><span style="color: #000000">Jeden z moich  pacjentów z MoC w Dire Dawa na pokazie grupy   artystycznej. Muszę  powiedzieć, że dzieciaki tu są niezwykle  ciekawskie.</span></p>
<p><span style="color: #000000">
<a href='http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/30/kolaz-zdjec/zdjecie-9/' title='zdjęcie (9)'><img width="150" height="150" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/zdjęcie-9-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="" title="zdjęcie (9)" /></a>
<a href='http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/30/kolaz-zdjec/zdjecie-8/' title='zdjęcie (8)'><img width="150" height="150" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/zdjęcie-8-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="" title="zdjęcie (8)" /></a>
<a href='http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/30/kolaz-zdjec/zdjecie-7/' title='zdjęcie (7)'><img width="150" height="150" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/zdjęcie-7-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="" title="zdjęcie (7)" /></a>
<a href='http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/30/kolaz-zdjec/zdjecie-6/' title='zdjęcie (6)'><img width="150" height="150" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/zdjęcie-6-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="" title="zdjęcie (6)" /></a>
<a href='http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/30/kolaz-zdjec/zdjecie-5/' title='zdjęcie (5)'><img width="150" height="150" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/zdjęcie-5-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="" title="zdjęcie (5)" /></a>
<a href='http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/30/kolaz-zdjec/zdjecie-4/' title='zdjęcie (4)'><img width="150" height="150" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/zdjęcie-4-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="" title="zdjęcie (4)" /></a>
<a href='http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/30/kolaz-zdjec/zdjecie-3/' title='zdjęcie (3)'><img width="150" height="150" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/zdjęcie-3-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="" title="zdjęcie (3)" /></a>
<a href='http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/30/kolaz-zdjec/zdjecie-2/' title='zdjęcie (2)'><img width="150" height="150" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/zdjęcie-2-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="" title="zdjęcie (2)" /></a>
<a href='http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/30/kolaz-zdjec/zdjecie-1/' title='zdjęcie (1)'><img width="150" height="150" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/zdjęcie-1-150x150.jpg" class="attachment-thumbnail" alt="" title="zdjęcie (1)" /></a>
<br />
</span></p>
<p style="text-align: left">
<p style="text-align: left">
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/30/kolaz-zdjec/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Moje afrykańskie szaleństwo ;]</title>
		<link>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/</link>
		<comments>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 20 Mar 2010 11:56:47 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mateusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mateusz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://etiopia.blog.swm.pl/?p=479</guid>
		<description><![CDATA[
Trochę zdjęć ze mną i Etiopią w tle, a może odwrotnie? Mam nadzieje, że się spodoba.

]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-485" title="25" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/251-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /><span style="font-family: Calibri;font-size: small"></span></p>
<p>Trochę zdjęć ze mną i Etiopią w tle, a może odwrotnie? Mam nadzieje, że się spodoba.</p>
<p><span id="more-479"></span><a rel="attachment wp-att-494" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/attachment/157/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-494" title="157" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/157-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-493" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/attachment/154/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-493" title="154" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/154-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-492" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/attachment/125/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-492" title="125" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/125-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-491" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/attachment/87/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-491" title="87" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/87-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-490" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/attachment/82/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-490" title="82" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/82-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-489" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/attachment/75/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-489" title="75" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/75-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-488" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/attachment/53/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-488" title="53" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/53-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-487" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/attachment/42/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-487" title="42" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/42-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-486" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/28-2/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-486" title="28" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/281-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-484" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/attachment/23/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-484" title="23" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/23-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-482" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/18-2/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-482" title="18" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/182-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-481" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/6-2/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-481" title="6" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/61-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-480" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/5-2/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-480" title="5" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/51-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-483" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/19-2/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-483" title="19" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/191-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/moje-afrykanskie-szalenstwo/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Afryka, która zapiera dech w piersiach</title>
		<link>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/</link>
		<comments>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 20 Mar 2010 11:02:05 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mateusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mateusz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://etiopia.blog.swm.pl/?p=431</guid>
		<description><![CDATA[
Czy w Etiopii można się zakochać? Ja nie byłem zakochany, ale na pewno zauroczony  pięknem jej krajobrazu. Spotykają się w jednym miejscu skrajności klimatu, od wilgotnego zachodu, przez górzystą, przeciętą Błękitnym Nilem północ, po kresy zielonego południa aż do suchego, pełnego wszędobylskiego, żółtego piasku i gorących nocach wschodu. Zapraszam do oglądania.


]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify"><a rel="attachment wp-att-438" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/attachment/164/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-438" title="164" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/164-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></p>
<p style="text-align: justify">Czy w Etiopii można się zakochać? Ja nie byłem zakochany, ale na pewno zauroczony  pięknem jej krajobrazu. Spotykają się w jednym miejscu skrajności klimatu, od wilgotnego zachodu, przez górzystą, przeciętą Błękitnym Nilem północ, po kresy zielonego południa aż do suchego, pełnego wszędobylskiego, żółtego piasku i gorących nocach wschodu. Zapraszam do oglądania.</p>
<p><span id="more-431"></span></p>
<p><a rel="attachment wp-att-520" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/attachment/183/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-520" title="183" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/183-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-432" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/attachment/20/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-432" title="20" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/20-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-470" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/attachment/206/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-470" title="206" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/206-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-466" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/121-2/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-466" title="121" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/1211-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-469" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/attachment/15/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-469" title="15" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/15-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-468" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/attachment/3/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-468" title="3" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/3-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-467" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/attachment/201/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-467" title="201" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/201-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-465" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/65-2/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-465" title="65" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/651-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-439" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/attachment/166/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-439" title="166" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/166-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-437" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/attachment/126/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-437" title="126" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/126-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-433" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/attachment/22/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-433" title="22" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/22-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/afryka-ktora-zapiera-dech-w-piersiach/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wszystkie dzieci nasze są :))</title>
		<link>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/</link>
		<comments>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/#comments</comments>
		<pubDate>Sat, 20 Mar 2010 06:29:55 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mateusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mateusz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://etiopia.blog.swm.pl/?p=348</guid>
		<description><![CDATA[



Podczas pobytu w Etiopii widziałem wiele dzieciaków: na ulicy, w szkołach, w ośrodkach, sierocińcach i na zwykłych podwórkach. Jedno mogę powiedzieć, nie potrzebują wiele by być szczęśliwymi, cieszą się z tego, co mają, a na ich twarzach jest zawsze szczerość i w większości szeroki uśmiech.


]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: left">
<p style="text-align: left">
<p style="text-align: left">
<p style="text-align: left">
<p style="text-align: justify">Podczas pobytu w<a rel="attachment wp-att-355" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/attachment/151/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-355" title="151" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/151-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a> Etiopii widziałem wiele dzieciaków: na ulicy, w szkołach, w ośrodkach, sierocińcach i na zwykłych podwórkach. Jedno mogę powiedzieć, nie potrzebują wiele by być szczęśliwymi, cieszą się z tego, co mają, a na ich twarzach jest zawsze szczerość i w większości szeroki uśmiech.</p>
<p><span id="more-348"></span></p>
<p><a rel="attachment wp-att-418" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/attachment/181/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-418" title="181" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/181-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-387" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/156-2/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-387" title="156" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/1561-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-386" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/76-2/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-386" title="76" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/761-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-385" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/attachment/158/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-385" title="158" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/158-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-357" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/attachment/174/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-357" title="174" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/174-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-354" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/attachment/104/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-354" title="104" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/104-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-353" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/attachment/96/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-353" title="96" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/96-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-352" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/attachment/86/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-352" title="86" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/86-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-351" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/attachment/73/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-351" title="73" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/73-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-350" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/59-2/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-350" title="59" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/591-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a><a rel="attachment wp-att-349" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/38-2/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-349" title="38" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/381-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/20/dzieciaki/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyprawa do Hararu &#8211; część 2</title>
		<link>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu-czesc-2/</link>
		<comments>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu-czesc-2/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Mar 2010 16:04:48 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mateusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mateusz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://etiopia.blog.swm.pl/?p=288</guid>
		<description><![CDATA[Zatrzymaliśmy się w Harar`skim hotelu, który definitywnie nie grzeszył nadmiernym luksusem. Ale takie szczegóły jak brak wody, okresowo prądu, rozsypujące się łóżka, czy też wszędobylskie karaluchy, dodawały tylko afrykańskiego smaczku temu wyjazdowi.
W ostatnim tygodniu opisałem podróż do jednego z najstarszych miast w Etiopii &#8211; Harar`u. To kolorowe miasteczko, stanowi jedno z najważniejszych ośrodków muzułmańskich, jest [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify">Zatrzymaliśmy si<a rel="attachment wp-att-290" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu-czesc-2/glowne-wejscie-do-zabytkowej-czesci-miasta/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-290" title="główne wejście do zabytkowej części miasta" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/główne-wejście-do-zabytkowej-części-miasta--150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>ę w Harar`skim hotelu, który definitywnie nie grzeszył nadmiernym luksusem. Ale takie szczegóły jak brak wody, okresowo prądu, rozsypujące się łóżka, czy też wszędobylskie karaluchy, dodawały tylko afrykańskiego smaczku temu wyjazdowi.</p>
<p style="text-align: justify">W ostatnim tygodniu opisałem podróż do jednego z najstarszych miast w Etiopii &#8211; Harar`u. To kolorowe miasteczko, stanowi jedno z najważniejszych ośrodków muzułmańskich, jest jednym z czterech świętych miast islamu. Będąc w Etiopii, Harar jest obowiązkowym miejscem które trzeba odwiedzić, prawdziwa perełka dla przyjeżdżających turystów. Niezwykłą atrakcją jest karmienie hien, które występują tu nadzwyczaj licznie (opisałem to tydzień temu), ale to nie koniec niespodzianek, jakie mnie tam spotkały!<span id="more-288"></span></p>
<p style="text-align: justify">Noc przebiegła prawie bez zakłóceń. Prawie, bo obudziły mnie nad ranem straszne zawodzenia, powarkiwania i hałasy. Oczywiście były to hieny. Wyszedłem na balkon żeby sprawdzić co się dzieje. I ku mojemu zdziwieniu, tuż obok hotelu, pod moim balkonem, przy pobliskim śmietnisku grasowało stado hien. Wnioskując z hałasów musiały się szarpać o coś do jedzenia. Kilkanaście metrów dalej spał bezdomny, widać nie robił sobie nic z bliskiej obecności zwierząt bo palił papierosa i przyglądał się temu zjawisku. Zadziwiające, albo te zwierzęta były na tyle oswojone z obecnością człowieka, albo ten biedak był niespełna rozumu, że jeszcze nie wziął <a rel="attachment wp-att-293" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu-czesc-2/najbardziej-sprawdzony-i-najtanszy-srodek-transportu-osiol/"><img class="size-thumbnail wp-image-293 alignright" title="najbardziej sprawdzony i najtańszy środek transportu - osioł" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/najbardziej-sprawdzony-i-najtańszy-środek-transportu-osioł-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>nóg za pas. Chociaż, patrząc z perspektywy upodobań kulinarnych: hieny, to w końcu padlinożercy.</p>
<p style="text-align: justify">Po śniadaniu uzbrojeni w aparaty fotograficzne, wyruszyliśmy na miasto.  Przeszliśmy kilka ulic, wypełnionych po brzegi rozkrzyczanym tłumem, by w końcu stanąć przed bramą prowadzącą do niczym zakazanego miasta: zabytkowej części Harar`u. Takich wejść jest kilka, to jednak, zwieńczone u szczytu wizerunkiem cesarza Rasta Farii, było największe. Postanowiliśmy nie iść główną ulicą a zacząć tournee od tych najmniejszych, najbardziej urokliwych a zarazem najmniej tkniętych postępem cywilizacyjnym uliczek. Nie licząc drobnych przejawów postępu XXI wieku jak telefony komórkowe, T-shirty, czy też anteny satelitarne na niektórych z dachów, miało się wrażenie, że nic się tu nie zmieniło od kilku dobrych stuleci, że życie tu płynie wciąż tak samo. Przenieśliśmy się w czasie. Szliśmy krętymi, ciasnymi uliczkami, wypchanymi od sprzedawców przeróżnego rodzaju. Gdzie nie niegdzie spotykało się szewców pracujących wytrwale na maszynach jakie u nas miały swoją świetność jeszcze na początku ubiegłego stulecia. Można tu sobie uszyć koszulę na miarę w 5 minut. Co kilka kroków siedziała gromadka ludzi przy wspólnej kawie, parzoną w drewnianej konewce na ogniu. Z rana ten czarny pobudzający napój czyli tzw. w amaryjskim „buna” można tu wypić za kilkadziesiąt centów. I smakuje&#8230; jak by to powiedział Robert Makłowicz: „fantastycznie!” Lepszej kawy nigdy w życiu nie piłem. Idziemy, wciągając aromaty tego miejsca drogą, która wznosi się co raz i opada, rozwidla i krzyżuje. Nad uliczką, niczym widma, zwisają drewniane balkony, z których ludzie przyglądają się przechodniom. Wchodziliśmy w różne części miasta, również tam gdzie nikt nie przesiaduje i nie sprzedaje niczego. Wokół nas kręciła się gromada dzieciaków, każde chciało żeby mu zrobić zdjęcie. Ściany murów, które tu tworzą te kręte uliczki, są niesamowicie jaskrawe: fiolet, róż, czerwień &#8211; tak jak w Dire, tyle że bardziej krzykliwie. W sumie zrobiliśmy jedno wielkie kółko po starej części miasta, doszliśmy do pro<a rel="attachment wp-att-289" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu-czesc-2/a-na-targu-zawsze-tloczno/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-289" title="a na targu zawsze tłoczno" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/a-na-targu-zawsze-tłoczno-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>testanckiego kościoła i postanowiliśmy przystanąć na chwilę w jakiejś kawiarence. Od jednego znajomego wolontariusz, który był wcześniej w Hararze, dostałem numer do miejscowego sprzedawcy pamiątek &#8211; Amira. Tak więc po porannej, pobudzającej małej czarnej zadzwoniłem do niego by umówić spotkanie. Okazał się naprawdę miłym gościem. Przyszła po nas jego siostra i wyruszyliśmy do jego domostwa. Powitał nas z amerykańskim akcentem w głosie, jak mówił był w stanach jakiś czas ale postanowił wrócić i założyć swój własny biznes. Jego sklepik był schowany za wysoką bramą, wiec ciężko byłoby dostać się tam nie wiedząc o jego istnieniu. Ale faktycznie, jak zapewniał mnie mój kolega, był pełny od antyków i prawdziwych, etiopskich dzieł sztuki. Monety z okupacji włoskiej, ręcznie robione zakrzywione abisyńskie miecze, które widać, że miały juz wcześniej właściciela, może jakiegoś pasterza owiec, malowidła, rzeźby i wielka szafa pełna biżuterii. Miał nawet półtora metrową, wielką, metalową szysze, która chyba ważyła z pięćdziesiąt kilo. Ceny również wysokie, ba nawet skandaliczne. Kupiliśmy więc po jakimś drobiazgu i dalej kontynuowaliśmy zwiedzanie. Udaliśmy się do muzeum narodowego. Budynek, w którym się znajdowało, służył wcześniej jako rezydencja cesarza Rasta Farii. Może świetność tej willi już dawno przeminęła, ale jeszcze widać było z jakim przepychem ją urządzono. Kustosz muzeum był właśnie w trakcie przedpołudniowej ceremonii czadu, musiał więc przerwać konsumpcję, by nas oprowadzić. W pierwszej sali znajdowały się starożytne księgi Koranu, sprzed trzystu, czterystu lat. Harar jest niezwykle ważnym ośrodkiem dla muzułmanów, w całym mieście znajduje się około dziewięćdziesięciu meczetów. Większość z nich jest schowana w zwykłych domach, za wysokimi murami z dala od ciekawskich oczu turysty. Znajdowały się tam również przedmioty użytku codziennego, biżuteria jak i również broń białą którą kiedyś wojowali dawni Abisyńczycy. Dalej zwiedziliśmy salę z narodowymi strojami oraz pokój gdzie znajdowało się drzewo genealogiczne dawnych władców Etiopii, które było naprawdę okazałe. Z niego wynikałoby że, zostało już tylko kilka osób przy życiu z rodziny królewskiej. Następnie weszliśmy do galerii sztuki etiopskiej, oraz do salki, gdzie znajdował się sprzęt gospodarstwa domowego. Była tam najstarsza szysza jaka widziałem, z XVIII wieku, zrobiona z drewnianej bulwy rośliny. Ciekawe jak to jest puścić dymka z takiego zabytku?<a rel="attachment wp-att-291" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu-czesc-2/haps/"><img class="size-thumbnail wp-image-291 alignright" title="haps!" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/haps--150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></p>
<p style="text-align: justify">Następnym punktem w naszym tournee było karmienie sępów. Na jednym ze skrzydeł targowiska znajdowała się uliczka rzeźników. Wyrzucają oni odpadki wprost na ulice, co z kolei jest zaproszeniem dla tych padlinożerców. Nie były to jednak ptaki jakie się widzi na sawannach w programach przyrodniczych: wielkie, czarne, z długa cienką szyją, te tutejsze bardziej przypominały nasze polskie jastrzębie. Oblegały one pobliskie dachy i mury w ogromnej ilości. Gdy przyszliśmy, najpierw musieliśmy zapłacić kilka birów za wiaderko odpadków, jednemu z chłopców, który był pomocnikiem w tutejszej rzeźni. Karmienie się rozpoczęło. Gdy chłopak wyrzucił pierwszy kawałek mięsa w górę, całe stado ptaków, przesiadujących na murze, poderwało się do lotu. Część kawałków które chłopiec wyrzucał spadało na ziemie, sępy widząc to pikowały w dół by w ostatnim momencie wyhamować, zmienić kierunek lotu i złapać pazurami zdobycz. Działo się to tak szybko że ciężko było uchwycić to na zdjęciu. Niesamowite!</p>
<p style="text-align: justify">Przez cały czas nasz<a rel="attachment wp-att-292" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu-czesc-2/jedna-z-hararskich-uliczek/"><img class="size-thumbnail wp-image-292  alignleft" title="jedna z harar`skich uliczek" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/jedna-z-hararskich-uliczek--150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>ego zwiedzania, byliśmy „atakowani” nieproszonymi ofertami miejscowych przewodników wycieczek i to w sposób dość agresywny. Harar to atrakcyjne miejsce dla turystów, a tam gdzie jest ruch turystyczny jest okazja do zarobienia, tak więc pomimo tego że odmawialiśmy, byliśmy wciąż zarzucani, wręcz do znudzenia propozycjami chłopców i mężczyzn w wieku od 4 do 40 lat. Jeden z nich, pomimo tego że miał mocną wadę wymowy i nie mówił po angielsku był wyjątkowo natarczywy. Towarzyszył nam przez prawie całą podróż, nie pomagając właściwie w niczym a jedynie przeszkadzając. Na koniec natomiast zarządzał zapłaty za swe usługi. Po prostu śmieszne!</p>
<p style="text-align: justify">Przed wyjazdem odwiedziliśmy jeszcze kościół katolicki, który również należał do prawdziwych zabytków tego miejsca. Został założony jako pierwszy katolicki ośrodek w Etiopii przez Włochów, jeszcze przed ich okupacją. Prawdziwa perełka. Położony na skarpie góry, prezentował ze swego dziedzińca przepiękny widok na całą okolicę. Obok kościoła został założony internat oraz szkoła. W obliczu przeważającej liczby muzułmanów w tym mieście nie skupia zbyt wielu wiernych. Ale, opierając się ciężkim czasom, wciąż trwa.</p>
<p style="text-align: justify">Dochodziło późne popołudnie. Mieliśmy jeszcze czas żeby coś zjeść i musieliśmy się zbierać do naszego Dire Dawa. Była niedziela, a w poniedziałek zaczynaliśmy naszą pracę w placówce. Tak więc po odwiedzeniu miejscowej restauracji kupiliśmy bilet i już po nieco mniej uciążliwej podróży niż poprzednio, wieczorem byliśmy na miejscu. To była niezwykle ciekawa wyprawa. Spędziliśmy w Hararze jedynie półtora dnia a miało się wrażenie, że było się tam co najmniej ze cztery.</p>
<p style="text-align: justify">Z ostatnich dni:</p>
<p style="text-align: justify">Teraz w Etiopii mamy właśnie święta. Przesunięte są z tego względu że panuje tu inny kalendarz liturgiczny. W następnym wpisie postaram się opisać jak wyglądają one w tym miejscu. Tak więc pozostaje mi życzyć wam ENQUALE DERRASE! Czyli w amarskim: Wesołych Świąt!</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu-czesc-2/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
		<item>
		<title>Wyprawa do Hararu</title>
		<link>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu/</link>
		<comments>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu/#comments</comments>
		<pubDate>Fri, 19 Mar 2010 15:57:23 +0000</pubDate>
		<dc:creator>Mateusz</dc:creator>
				<category><![CDATA[Mateusz]]></category>

		<guid isPermaLink="false">http://etiopia.blog.swm.pl/?p=273</guid>
		<description><![CDATA[
Jak zwykle spóźniony pozbierałem w biegu swoje rzeczy. Miałem zamiar spakować się do podręcznego plecaka, nie potrzebowałem w końcu wielu drobiazgów. Ta podroż zapowiadała się tylko na dwa dni, ale za to bardzo intensywne dwa dni. Wybieraliśmy się do najstarszego miasta Etiopii &#8211; Harar`u. Musiałem się spieszyć, było już grubo po południu, a musieliśmy zdążyć [...]]]></description>
			<content:encoded><![CDATA[<p style="text-align: justify">
<p style="text-align: justify">Jak zwykle spóźniony pozbierałem w biegu swoje rzeczy. Miałem zamiar spakować się do podręcznego plecaka, nie potrzebowałem w końcu wielu drobiazgów. Ta podroż zapowiadała się tylko na dwa dni, ale za to bardzo intensywne dwa dni. Wybieraliśmy się do najstarszego miasta Etiopii &#8211; Harar`u. Musiałem się spieszyć, było już grubo po południu, a musieliśmy zdążyć na największą wieczorną atrakcję tego miasta: karmienie hien. Zapowiadało się ciekawie&#8230;<span id="more-273"></span></p>
<p style="text-align: justify">Harar swoją historią sięga XIII wieku. Zostało założony przez jednego z cesarzy ówczesnej Abisynii i stanowi centrum religijne, jest jednym z najważniejszych czterech świętych miast Islamu. Swoim kształtem miało w pierwotnym założeniu przypominać koło. W takim właśnie kształcie zbudowane są mury otaczające miasto, które stoją po dziś dzień. Odgraniczają one obecnie starą, zabytkową część miasta, która swoim wyglądem wprowadza odwiedzających w klimat z innej epoki, od nowej części, która powstała już w bliżej znanym nam czasie. Cesarz Haile Sealasie, znany bardziej jako Rasta Farii, (od niego wziął się ruch rastafarian) przyczynił się szczególnie do rozwoju tego miasta. Wciąż stoi tam jego rezydencja w której to obecnie znajduje się Muzeum Narodowe Etiopii.</p>
<p style="text-align: justify">Byliśmy juz na dworcu. Zapłaciliśmy za miejsce w nieco przeludnionym busie i juz mogliśmy wyjechać z zatłoczonego Dire Dawa. Jednak przedtem musiała się dopełnić swoistego tu rodzaju ceremonia, towarzysząca każdemu odjeżdżającemu Farandżi (biały człowiek). Przez otwarte okna dzieciaki nachalnie usiłowały sprzedać nam dumy w smaku przypominające pomalowany słodką farbą kawałek opony samochodowej, chusteczki higieniczne i lizaki. Biedacy widząc białe twarze, wyciągali w proszącym geście ręce, trącając natarczywie w ramię. Pomóc, czy też nie? Dać pieniądze, tym koniec końców potrzebującym ludziom, czy też odwrócić się plecami? Na te pytania odpowiedziałem sobie już dużo wcześniej. Sama moja obecność tu, w osobie wolontariusza jest wystarczająca. Pomimo tego że żal mi tych ludzi, nie mogłem zrobić nic, jak tylko zachować spokój, opanowanie i&#8230; obojętność.</p>
<p style="text-align: justify">Gdy wyjechal<a rel="attachment wp-att-278" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu/tych-widokow-nie-da-sie-opisac-trzeba-tam-byc/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-278" title="tych widoków nie da się opisać, trzeba tam być" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/tych-widoków-nie-da-się-opisać-trzeba-tam-być-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>iśmy z Dire Dawa, świat zmienił się zupełnie. Z zatłoczonego, rozkrzyczanego i brudnego Dire przenieśliśmy się do istnie górskiej krainy. Droga wiła się niczym poskręcana wstążka po górskich zboczach. Wspinaliśmy się pod górę, by potem zjeżdżać głęboką, niską doliną. Widoki niesamowite, jak z 40 &#8211; piętrowego wieżowca. A pod nami urwiska, porozrzucane gdzieniegdzie drzewa i samotne, ogromne głazy, niczym domy 3 piętrowe oraz niezliczona ilość pól tarasowych, które z daleka pozorowały górskie zbocza na olbrzymie schody, prowadzące prawie do samego nieba.  Ciekawe czy ludzie którzy tu mieszkają, doceniają uroki tego miejsca, spoglądając za okno każdego dnia, kiedy się budzą. Daję głowę że nie, przyzwyczaili się do tego, wychowując i dorastając tu. Ja chyba nigdy bym do tego nie przywykł, wciąż by mnie to zadziwiało. To jak żyć na <a rel="attachment wp-att-276" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu/kobieta-sprzedajaca-drewno-w-dordze-do-hararu/"><img class="size-thumbnail wp-image-276 alignright" title="kobieta sprzedająca drewno w dordze do Hararu" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/kobieta-sprzedająca-drewno-w-dordze-do-Hararu-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>dachu świata, niby stoi się wciąż na ziemi, ale widoki jak z podróży samolotem. To co wdziało się za oknem musiało być niejako kompensata za warunki podróży. Samochód rzęził ciężko, wspinając się powolnie pochyłą drogą, a w środku duszno i gorąco od rozpalonych ściśniętych ciał. Walcząc z łokciem jakiejś starszej pani, który wciskał mi się pod żebro, gdy próbowała wywalczyć sobie dodatkowe miejsce moim kosztem, naszła mnie ciekawa refleksja. Co się okazuje, będąc w Afryce, najbardziej przydatną zdolnością, nie jest jednak znajomość języka, obeznanie z kulturą, czy też odwaga, ale aby przeżyć i zostać przy zdrowych zmysłach biały człowiek potrzebuje przede wszystkim mieć w sobie mnóstwo cierpliwości. Szczególnie jeśli używa publicznych środków transportu.</p>
<p style="text-align: justify">Moja cierpliwość sięgnęła krytycznego punktu w którym to zaczęła się kończyć, ale zanim skończyła się całkowicie, dotarliśmy do miejsca naszego przeznaczenia. Samochód zajechał na zatłoczony od ludzi i brudny do granic możliwości parking, słowem &#8211; Harar`ski dworzec autobusowy. Zaczęliśmy się przeciskać przez gęsty tłum do głównej ulicy. Miasto jak każd<a rel="attachment wp-att-277" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu/ta-pani-ma-chyba-sporo-spraw-na-glowie-hararski-targ/"><img class="alignleft size-thumbnail wp-image-277" title="ta Pani ma chyba sporo spraw na głowie. Hararski targ" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/ta-Pani-ma-chyba-sporo-spraw-na-głowie.-Hararski-targ--150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>a inna etiopska mieścina, prezentowało się dość pospolicie: zatłoczone i zaśmiecone, riksze przeciskające się pomiędzy samochodami 4&#215;4, wszędobylska bieda. Co charakterystycznego, to to, że było umiejscowienie, w górzystym terenie, ulice pięły się w górę i spadały pod ostrym kątem. Ale, co dalej? Trzeba się zorientować gdzie jest hotel. Zapytałem się więc jakiegoś grubego jegomościa w okularach przeciwsłonecznych (pomimo że na okulary było za ciemno i za zimno) o drogę do Hotelu Wedros &#8211; najlepszego, bo jedynego w mieście. Zawsze, lepiej się pytać ludzi wyglądających na zamożnych o cokolwiek, pomimo że patrzą na ciebie jak na wariata, niż ryzykować rozmową z kimś kto stałby się nieproszonym przewodnikiem i towarzyszem podróży, a później zażądał bagateli za swe usługi. Po otrzymaniu wskazówek i pokonaniu kilku ulic w końcu znaleźliśmy się przed hotelem. Nie prezentował się nazbyt zachęcająco. Odrapany i brudny, wyglądał na zaniedbany, dwupiętrowy dom jednorodzinny, jakie można spotkać u nas w Polsce.  Ale, &#8211; pomyślałem &#8211; w środku musi być o wiele lepiej. O jakże mocno się pomyliłem! Po krótkiej rozmowie z recepcjonistą, o umorusanych, zielonych od czadu ustach, który właśnie robił sobie przerwę na „małego kopa” (czad to popularna tu roślina, podobna w działaniu co liście koki), poszliśmy sprawdzić co tu mają do zaoferowania. Najpierw trzeba było przejść przez piwnicę, w której również znajdowały się pokoje, tyle że bez ubikacji. Toaleta była wspólna. Straszyła duszącym odorem już z daleka, który roznosił się po całym korytarzu. Na szczęście, było miejsce jeszcze na górze, wiec nie ryzykowaliśmy zatruciem biogazami &#8211; może i ekologiczne ale wciąż trujące. W końcu znaleźliśmy się na piętrze. Jak na pierwsze wrażenie pokoje, choć proste i ubogie, wydawały się na w miarę wygodne. Oczywiście nie było wody w łazience, ale z tym już się oswoiłem, będąc w tym kraju ponad 3 miesiące. Otworzyłem szafę żeby wrzucić tam swoje gracioły, a tam&#8230; istny rój karaluchów, zanim zdążyłem ściągnąć buta i zrobić z nimi porządek, już prawie nie było żadnego. Zacząłem przyglądać się sie uważniej pomieszczeniu. Po łóżku i po ścianach zasuwały szybciutko, przebierając nóżkami rudo brązowe robaczki. Było ich tu pełno. To będzie ciężka noc &#8211; pomyślałem. Zabiłem jeszcze z cztery, pięć pasikoniko &#8211; podobnych stworzeń i wyszedłem. Musieliśmy się spieszyć, o 19.00 zaczynała się główna atrakcja wieczoru &#8211; karmienie hien.</p>
<p style="text-align: justify">Hieny to dziwn<a rel="attachment wp-att-275" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu/hieny-to-ogromne-zwierzeta-a-widzac-ich-cale-stado-czuje-sie-respekt/"><img class="size-thumbnail wp-image-275 alignleft" title="hieny to ogromne zwierzęta, a widząc ich całe stado, czuje się respekt" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/hieny-to-ogromne-zwierzęta-a-widząc-ich-całe-stado-czuje-się-respekt-150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a>e zwierzęta. Pochodzą z rodziny psowatych, ale dużo lepiej widzą w nocy. Nie szczekają a dziwnie wyją, warczą i pomrukują &#8211; niepodobne to do żadnego znanego mi dźwięku. Można powiedzieć że hieny mają poczucie humoru &#8211; gdy czują strach wydają z siebie dziwne ujadanie, i faktycznie można to porównać do złośliwego chichotu. Mają trójkątną głowę osadzoną na masywnej szyi, oraz krótki pysk o ogromnie silnym uścisku. Samice są większe od samców i mogą ważyć nawet do 80kg. To niebezpieczne zwierzęta, polują w stadzie, a cztery hieny są w stanie zagryźć dorosłego lwa. Zazwyczaj jednak żywą się padliną, a ich budowa pozwala im przegryźć i strawić najgrubsze kości. Czasem jednak, gdy głód jest silny, potrafią zaatakować nawet człowieka. W Dire Dawa, gdzie pracuję, na oddziale żeńskim jest kobieta, która została ugryziona przez to zwierze. Przeżyła ale hiena odgryzła jej cały lewy policzek. Pamiątka do końca życia. W Hararze tradycja kamienia hien sięga dawnych czasów, kiedy to w Etiopii był nieznośny głód. Głodowali wszyscy zarówno ludzie jak i zwierzęta. I tak dochodziło do tego że ludzie byli zjadani przez szczególnie tu liczne hieny. Zaczęto je zatem karmić, by nie robiły nikomu krzywdy. Zostało tak po dziś dzień.</p>
<p style="text-align: justify">Nasz odurzony recepcjonista, zaproponował że zorganizuje dla nas wszystko. Zamówił dla nas rikszę, oraz powiadomił tzn. HayenaMan`a, który „dokarmia” te dzikie zwierzęta, że przybędą turyści. Oficjalny koszt to 15 birrów od osoby (1zł &#8211; 4,2 Biry). Jak się później okazało, nie 15 a 50. Ciężkie jest życie Farandżi w tym kraju, zawsze będzie dojony z grosza jak tłusta krowa. W końcu, z głośnym turkotem, zostawiając za sobą wielką niebieską chmurę śmierdzących spalin, ruszyliśmy zdezelowaną rikszą z miejsca. Przejechaliśmy przez centrum miasta, wjeżdżając w zabytkową część, pochodzącą jeszcze z XIV wieku. Minęliśmy tutejsze targowisko, wymijając raz po raz osły oraz ludzi niosących przeróżne tobołki na głowach czy też plecach. Riksza lawirowała niebezpiecznie blisko przechodniów, trąbiąc złowieszczo, by nikt nie wbiegł przypadkiem na drogę. Wąskie uliczki wypełnione sprzedawcami najróżniejszych towarów wiły się niczym labirynt. Zbliżaliśmy się do obrzeża miasta. W powietrzu czuło się klimat przygody, niczym z Indiana Johnsa. Było już prawie zupełnie ciemno, gdy w końcu dotarliśmy na miejsce. Zaparkowaliśmy na jakimś rozdrożu. I tu już przez okno naszego pojazdu, zobaczyłem połyskujące w ciemności, złowieszczo &#8211; zielone oczy. Wyszedłem na zewnątrz i ogarną mnie ekscytujący zachwyt: nigdy przedtem nie widziałem hien na wolności i to tak blisko. Na środku siedział chłopiec, może 14-nastolatek, nawołując zwierzęta cmokaniem i pogwizdywaniem. Te zachęcane dźwiękami oraz zapachami zepsutych ochłapów jakie miał w metalowym pojemniku, zaczęły nieśmiało podchodzić coraz bliżej. Zaaferowany również zacząłem się przybliżać z aparatem w ręku. Na odcinku 20 metrów przede mną krążyło stado dwunastu może piętnastu hien. Zrobiłem zdjęcie, ale zwierzęta nawet nie zareagowały na flesz, widać że były oswojone z pozowaniem dla przyjezdnych turystów. HayenaMan siedział na kamieniu, z patyczkiem w ustach, na którym był kawałek zepsutego mięsa z miejscowej rzeźni. Największa ze stada samica podeszła pierwsza, na tyle blisko żeby dosięgnąć przynęty i haps&#8230; w jednej sekundzie kawałek ścięgna z kością zniknęło w jej masywnej gardzieli, po czym lekko odskoczyła. Chłopak znowu nałożył kawałek mięsa, zagwizdał i włożył kijek do ust. Przyszła ta sam hiena, widać samica alfa w stadzie, chciała złapać mięso tak jak wcześniej ale tym razem HayenaMan zrobił unik, skręcając głowę, hiena jednak nie dawała za wygraną i zaczęła przybliżać się coraz bardziej tak że prawie dotykała chłopca. I znów haps&#8230; I tak kilka razy. Karmienie się rozpoczęło, inne zwierzęta ze stada, tym razem bardziej ośmielone zbliżały się w kierunku apetycznie śmierdzących ochłapów. HayenaMan odganiał je jednak, by któraś mu przypadkiem nie podkradła czegoś z wiadra. Zaprosił jedną z moich towarzyszek podróży do siebie, żeby usiadła obok niego. Elise studiuje weterynarię, obyta ze zwierzętami oraz ich zachowaniem, widziała że można pozwolić sobie na taką bliskość. Chłopak podał jej patyczek, nałożył śmierdzące mięso i podał dziewczynie. Hiena nie dała się prosić długo, zaraz szybko połknęła proponowany kawał. W międzyczasie w ciemnościach przed nami wciąż było słychać pomruki i warkoty. Przyszła klej na mnie, usiadłem obok HayenaMana z przynętą w ręku.<a rel="attachment wp-att-274" href="http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu/dobry-piesek/"><img class="size-thumbnail wp-image-274 alignright" title="Dobry piesek!" src="http://etiopia.blog.swm.pl/files/2010/03/Dobry-piesek--150x150.jpg" alt="" width="150" height="150" /></a></p>
<p style="text-align: justify">Właściwie siedziałem w tym samym miejscu co Martyna Wojciechowska półtora roku temu, reporterka i podróżniczka, ma swój własny program (przynajmniej miała, dawno nie oglądałem telewizji) na TVN`ie. W styczniu ubiegłego roku wydała książkę „Etiopia, ale czad”, była również tu, w Hararze.</p>
<p style="text-align: justify">Ale wracając do karmienia. Podeszła ta sama samica, największa ze stada i posłusznie zjadła podsuwaną porcje. Potem jeszcze jedną i kolejną. Chłopak pokazał mi jak mam ją karmić. Ok &#8211; pomyślałem. Wziąłem więc patyczek w usta z mięsem ułożonym na końcu i podałem na wpół oswojonej bestii. I znowu śmierdzący kawał znikną w wielkiej paszczy. I tak kilka razy. Za którymś razem skręciłem głowę tak by hiena musiała podejść do mnie maksymalnie. I faktycznie zaczęła się nachylać coraz bliżej i bliżej. Była tak blisko, że poczułem nieprzyjemny, ciężki zapach wydobywający się z jej szerokiej paszczy. Prawie mogła szepnąć mi coś na ucho. A na szyi poczułem twardą, sterczącą sierść z jej torsu. I haps&#8230; na szczęście to było zepsute mięso, nie mój policzek ani małżowina.</p>
<p style="text-align: justify">Karmienie dobiegało końca. Hayenaman wyrzucił resztki ochłapów obok miejsca gdzie siedział. W tym momencie zerwało się całe stado żeby coś jeszcze złapać. Podniósł się jeden wielki zgiełk, ujadanie i skowyt. Po kilku sekundach nie było na ziemi niczego. Dobrze że to padlinożercy i wolą zepsute ochłapy niż na przykład tłusty ludzki zadek. Byłoby z nami krucho. Wracaliśmy do hotelu, nikt nie mówił nic, spotkanie z tymi zwierzętami zrobiło na nas ogromne wrażenie. Gdy dotarliśmy na miejsce, posiedzieliśmy jeszcze chwilkę na balkonie przy paru Harar Beer, ale zmęczenie dało o sobie znać. Rozeszliśmy się wiec po pokojach. Jak sie spodziewałem miałem nieproszonych gości i to w liczbie mnogiej. Widać ze karaluchy czują się tu świetnie, nie speszone nawet tym że zaświeciłem światło. Chociaż padałem z nóg rozpocząłem egzekucje: co się dało ubiłem, reszta uciekła. Juz nieco spokojniejszy zapakowałem się w śpiwór. Jutro czekało na nas całe miasto do zwiedzania. Przed zaśnięcie jeszcze, poczułem coś przebiegającego mi szybko po twarzy, ale juz byłem w takiej fazie snu że zdążyłem jedynie pomyśleć, że karaluchy nie jedzą ludzi. Poza tym jestem ubezpieczony.</p>
<p style="text-align: justify">Ciąg dalszy w następnym wpisie, pozdrawiam gorąco</p>
<p style="text-align: justify">Mateusz</p>
]]></content:encoded>
			<wfw:commentRss>http://etiopia.blog.swm.pl/2010/03/19/wyprawa-do-hararu/feed/</wfw:commentRss>
		<slash:comments>0</slash:comments>
		</item>
	</channel>
</rss>
