Etiopia, kraj drugi pod względem najniższego produktu krajowego brutto. Nie da się ukryć że jest to kraj, chociaż piękny i gościnny, bardzo biedny gdzie niektórzy ludzie żyją na krawędzi nędzy. Dlatego też funkcjonuje tu wiele organizacji pozarządowych, są prowadzone akcje edukacyjne, dotacje, szczepienia. Na ulicach często widzi się samochody z logo ONZ`tu, lub NGO`sów takich jak Oxfam, Red Cross, czy też Handicap International. Po całej Etiopii rozsiane są placówki misyjne: Missionaries of Charity, gdzie pracują wolontariusze z różnych krajów, również i z Polski. Dzisiaj się dowiecie jak wygląda taka praca w moim wydaniu.
Missionaries of Charity jest ośrodkiem prowadzonym przez siostry ze stowarzyszenia Matki Teresy. Kierują placówkami w których pacjenci, najbiedniejsi z biednych są leczeni z różnych przypadłości, zarówno fizycznych jak i mentalnych. Można tu spotkać najróżniejsze przypadki; gruźlicy, AIDS, nowotworów, złamań wszelkiego rodzaju, hemiplegii, zapalenia wątroby, tyfusu, poparzeń, zapaleń reumatoidalnych, dziecięcych porażeń mózgowych, niesklasyfikowana ilość przypadków mentalnych, słowem wszystko, co może się przytrafić etiopskiemu społeczeństwu. Wiele przypadków jest nierozpoznawalnych. Wymaga to nakładu dużej ilości personelu medycznego; lekarzy, pielęgniarek i fizjoterapeutów. Na brak zajęcia więc nie mogę narzekać. Czytaj więcej »
W powodu m
ojego wyjazdu do Dżibuti w ostatnim tygodniu, nie udał mi się dopracować ostatniego wpisu, tak jak planowałem. Powódem mojego wyjazdu była oczywiście wiza. Tu w Etiopii odmówili mi przedłużenia, więc musiałem wyjechać z kraju. Dżibuti w porównaniu do Etiopii jest skrajnie odmienne: dużo gorętsze, suchsze, ubogie w zieleń i obfitujące w turystów i stacjonujące tu jednostki militarne chyba z całego świata, no i oczywiście skandalicznie drogie! W następnych numerach gazety postaram się zdać relację z mojej podróży. A na dzisiaj przygotowałem dla Was wywiad który przeprowadziłem z dwójką wolontariuszy z Hiszpanii: Pinem i Almą. Przemiła para w średnim wieku, z niecodzienną pracą. Alma jest stewardesą, Pin policjantem. Czego oni mogą szukać we Wschodniej Afryce? Zapraszam do lektury. Czytaj więcej »
W Dire Da
wa to co przyciąga najbardziej to magiczny charakter tego miejsca, mieszanka niepowtarzalnego klimatu jaki tu występuje. Pogoda sucha i wymagająca a jednak pełno tu zieleni, wieczory tajemnicze jak tutejsze muzułmańskie kobiety z zakrytymi twarzami, gorąco uderzające jak podmuch diabelnie ostrego chilli prosto w twarz, zaułki i uliczki swoim klimatem przenoszące w inną epokę. Można się zakochać od pierwszej podróży rikszą przez to piękne miasto.
Tymi słowami mogę streścić jak eis dobrze zaklimatyzowałem w tym mieście. Spędziłem tu ponad miesiąc, pracując i mieszkając u Sióstr w Missionaries of Charity. Czytaj więcej »
Dire Dawa, miasto pustyni, położone na wschód od stolicy Etiopii, zamieszkałe przez 400 tysięcy mieszkańców. Ma funkcję miasta tranzytowego, przez nie idą towary w stronę Morza Czerwonego i odwrotnie. Historią sięga kilkuset lat, z których to pochodzą zabytkowe uliczki i zabudowy, nadające mu niepowtarzalny klimat. W Dire Dawa również jest zrealizowany projekt rehabilitacyjny, który przewiduje stworzenie oddziału rehabilitacyjnego oraz wyszkolenie terapeutów w placówce Sióstr Matki Teresy. Projekt w większej części jest finansowany przez polski MSZ. Czytaj więcej »
Będąc u Sinedu, osoby która odebrała mnie z lotniska, poznałem pewnego młodego człowieka. Miki ma 19 lat, chłopak średniego wzrostu, nie wygląda na swój wiek, bardziej na piętnastolatka. Miły, bardzo otwarty i szczery. Opowiedział mi swoją historię. Stracił rodziców w bardzo młodym wieku, mając zaledwie siedem lat. Nie powiedział mi, co było przyczyną, ale prawdopodobnie jakaś choroba. Najczęściej ludzie tu na to umierają, w złych warunkach, w brudzie i ubóstwie nie trudno o infekcje. Nie mając, gdzie się podziać, trafił na ulicę, spędził tam osiem lat. Zapytałem go, jak przeżył coś takiego, przecież nie miał pracy, skąd brał pieniądze na jedzenie? Odpowiedział mi, że niektórzy ludzie dawali mu jeden – dwa birry, żebrał i tak udawało mu się przeżyć dzień za dniem. Spał na ulicy razem z takimi jak on, a wielu jest tu bezdomnych i żebraków. Miał wiele szczęścia – wyłapał go jeden z pracowników organizacji pozarządowej pomagającej biednym “PFM”. Zamieszkał u rodziny, która wynajmowała jedno z pomieszczeń organizacji. Dostał szansę wykształcenia się, chodzi teraz do szkoły, mówi nieźle po angielsku. W weekendy mają spotkania PFM`u. Przychodzi na nie około pięćdziesięcioro dzieci w rożnym wieku. Uczą się. Miki dostał szansę na normalne życie. Ma, gdzie spać i co jeść. Może być wdzięczny Bogu i ludziom, którzy go przyjęli. Czytaj więcej »
Kolejne dwa ty
godnie spędziłem w Addis Abeba, stolicy Etiopii. Miasto liczy ponad 3,4 miliona osób. Jednak po głębszym poznaniu wydaje się być przeludnione, zaśmiecone i pełne ubogich ludzi. Ale koniec końców, podobno jest to najbardziej bezpieczne miasto w Afryce. To tu odbywają się spotkania głów państw afrykańskich. W sumie mógłby się to zgadzać, na ulicach często można spotkać policjantów z pistoletami maszynowymi typu “Kałasznikow”. Ale na widok jegomościa z taką pukawką wcale człowiek nie czuje się bezpieczniej, wręcz przeciwnie. Rząd etiopski nie jest za szczególnie przyjaźnie nastawiony w stosunku do białych obcokrajowców z północy. Granice dla turystki zostały otwarte dopiero jakieś 9 lat temu, po śmierci jednego z ówczesnych oligarchów. Miasto jest położone w górzystym terenie na 2,5 tys. metrów n.p.m.
Mieszkam, przynajmniej przez jakiś czas w części miasta zwanej Sidist Kilo. Znajduje się tam szpital Menelika, Ambasada Irlandzka, oraz Missionary of Charity. To ostatnie stanowić będzie dla mnie dom przez następne 2 tygodnie. Czytaj więcej »
Terminal im. Fryderyka Chopina, Warszawa. To tu ostatni raz chodzę po polskiej ziemi. Jakoś nie odczuwałem tego wcześniej, ale teraz dopadło mnie to ze zdwojoną siłą – żal jest opuszczać to, co znajome, ukochane i jechać gdzieś w niepewność… Na odprawie bagażowej znudzona pani z obsługi nawet nie zauważyła 3 kilogramów nadbagażu, uff, udało się, a już myślałem, że będzie trzeba kombinować albo zostawić część sprzętu. Dodatkowo mam jeszcze pod pachą 4 kilogramy książek medycznych, żeby nie przesadzać z bagażem podręcznym(max do 8 kg), jakby ktoś zapytał to do czytania na drogę, ładna mi lektura, na moje szczęście nikt nie zwrócił mi uwagi. Następnie kolej na odprawę celną i najgorsze pożegnanie. Nie mówię za wiele, dziwny węzeł ściska mi gardło, w końcu to prawie rok czasu, pierwszy raz tak długo poza domem. Siedzę już przy oknie samolotu, mam dobry widok zza skrzydła, myślę – będę robił zdjęcia przy starcie, choć nie wolno, może mnie nikt nie złapie. Szczerze mówiąc spodziewałem się czegoś więcej po lotach międzynarodowych, samolot wyglądał jakby miał się rozlecieć, no ale w końcu Turkish Airlines, przy najmniej stewardesy miłe. Czytaj więcej »
Już zostało tylko
kilka dni… brzmi jak wyrok. I mogłoby się zdawać, że jest wyrokiem – dziewięć miesięcy pracy w ciężkich warunkach, bez prądu co drugi dzień i cieplej wody, bez Internetu bezprzewodowego i „Dzień Dobry TVN”, bez kajzerek na śniadanie i Tyskiego wieczorem podczas meczu… Pracy, i to jeszcze za darmo! Ale nie zamieniłbym tego wyroku na żadne inne wakacje! Nawet na miesiąc grzania czterech liter na brazylijskiej plaży, popijając z litrowego kokosa Malibu w cieniu palmy! Bo w życiu chyba chodzi o coś więcej niż tylko karmienie swoich zmysłów wisienkami w czekoladzie. Czy można czerpać z takiej bierności satysfakcje i poczucie własnej wartości? Różne są powołania ludzi. Dlatego trzeba szukać, a moje poszukiwania zawiodły mnie aż na trzydziestą długość geograficzną. Do Etiopii, do kraju równie pięknego co surowego i suchego, gdzie ma swój początek Nil Błękitny, gdzie urodził się najlepszy maratończyk świata Halie Gebrselassie. Kraju, w którym chrześcijaństwo zagościło pięćset lat wcześniej niż w Polsce i jako jedyne nie zostało podbite przez ekspansywną politykę kolonizacyjną Europy. Kraju, w którym jest mnóstwo gościnności, szczęścia, uśmiechu i dobroci, ale również jest to miejsce, gdzie bieda i nędza zbiera swoje smutne żniwo. Gdzie jest ponad cztery miliony sierot, dużo ludzi głoduje, a co trzy minuty umiera dziecko. Tam właśnie jadę. Spełniać swoje przeznaczenie i szukać własnej drogi. Czytaj więcej »
Najnowsze zdjęcia z Dire Dawa i nie tylko. Zapraszam do oglądania!
Czytaj więcej »
… czyli życie w obrazkach.
Miłego oglądania!
Czytaj więcej »